Pasta brokułowa by allyson

Ostatnio od mojej znajomej (allyson) usłyszałem ciekawy przepis na pastę kanapkową. Oprócz tego, że jest ona bardzo prosta w przygotowaniu, dosyć zdrowa i przepyszna ma ona jeszcze jedną zaletę: pozwala na zużycie resztek z obiadu. W całkiem prosty i smaczny sposób możemy ograniczyć marnowanie jedzenia.
Pasta brokułowa
Pasta brokułowa by allyson

Do przygotowania pasty potrzeba:

ugotowany (najlepiej na parze) brokuł
pół kostki fety
garść pestek słonecznika
1 ząbek czosnku

Pasta brokułowa

Tak jak wyżej napisałem brokuł najlepiej żeby był ugotowany wcześniej na parze, bo wówczas nie trzeba go wcześniej dodatkowo dosalać podczas gotowania.

Pasta brokułowa

Pastę przygotowuje się dosłownie w 5 minut, jednak wcześniej należy przygotować brokuła i słonecznik, który trzeba uprażyć na suchej patelni i ostudzić. W blenderze najpierw należy umieścić słonecznik i czosnek, które muszą być wstępnie rozdrobnione. Później trzeba dołożyć brokuła i fetę, zblendować na gładką masę i pasta jest już gotowa.

Pasta brokułowa

Od kiedy zrobiłem tę pastę nie mogę się z nią rozstać. Czy to śniadanie, czy kolacja. Nie sądziłem, że brokuł może w takiej postaci tak dobrze smakować. Polecam każdemu!

Makaron pappardelle. Włoskie smaki na talerzu.

Ostatnio pisałem Wam o moich inspiracjach kulinarno – muzycznych (o których możecie przeczytać TUTAJ) i podałem Wam mój przepis na prawdziwy sos boloński. Teraz pozostał jeszcze przepis na makaron, który przy okazji przygotowywania tego dania robiłem am po praz pierwszy.

Póki nie spróbowałem przygotowywania makaronu samemu, myślałem że jest to bardzo pracochłonne i wymaga sporo czasu. Oszem trzeba się trochę narobić podczas wałkowania makaronu, ale po za tym nie ma żadnej filozofii w przygotowywaniu domowego makaronu. 
Składniki na taki makaron są tylko dwa: mąka i jaja. Na każde 100 g mąki potrzebne jest jedno jajko. Ot tyle!
Na samym początku w  kopczyku z mąki robimy mały otwór na jajka i mieszamy, a następie zagniatamy ciasto na makaron. Gotową kulę odstawiamy na pół godziny.
Kolejnym krokiem, dzielącym nas od delektowania się własnoręcznie przygotowanym makaronem jest rozwałkowanie ciasta. Ja chciałem, aby pappardelle było dosyć długie, to i wyszedł mi sporych rozmiarów placek.
Aby krojenie było prostsze rozwałkowany placek, wcześniej delikatnie oprószony mąką, zwinąłem na rulon. Całość kroimy na około centymetrowe paski, rozwijamy i rozkładamy na talerzach obsypanych polentą (ja użyłem zmielonego kuskusu) na około 20 minut. 
Podeschnięty makaron gotujemy w osolonej wodzie dosyć krótko, aby uzyskać idealny makaron al dente wystarczą około 2 minuty. Szczerze mówiąc nigdy nie gotuję makaronu z zegarkiem lub co gorsza stoperem! zawsze staram się co jakiś czas kontrolować próbując fragmentami, co też Wam polecam 😉

Sos boloński

Ostatnio pisałem Wam o moich inspiracjach muzyczno-kulinarnych (TUTAJ), ale nie podałem przepisu na sos boloński. Przyznam szczerze, że kiedy przeczytałem recepturę początkowo zdziwiły mnie składniki, a szczególnie bardzo mała ilość pomidorów, a raczej pasty pomidorowej.

Wcześniej myślałem, kiedy taki sos jadłem w wersji słoikowej myślałem, że pomidory są jego podstawowym składnikiem. Teraz wiem już, że nie są. Trudno jest mi ocenić, który z dodawanych składników jest główny, raczej wszystkie są wzajemnie równe. Może jedynie mięso mielone może być wyróżnione, gdyż jest go najwięcej.
Składniki (porcja dla dwóch osób):
2 pałeczki selera naciowego
pół małej czerwonej cebuli
1 marchewka
ok. 100 g wędzonego boczku
1 kostka rosołowa wołowa + 0,5l wody (lub dobry bulion)
2 liście laurowe
mały słoiczek koncentratu pomidorowego
0,5 szklanki czerwonego wina
oliwa (do smażenia)
Wszystkie składniki należy najpierw pokroić dokładnie w kostkę. W pierwszej kolejności podsmażamy boczek, a kiedy już w całym domu będzie się unosił apetyczny zapach smażonego boczku, a sam przybierze rumiane kolory dodajemy pokrojone warzywa.
W momencie, kiedy warzywa zmiękną dodajemy do całości mięso mielone i dusimy nadal przez ok. 5 minut, a następnie dolewamy wino. Teraz czekamy, aż cały alkohol wyparuje, co będzie dało się wyczuć wąchając unoszące się nad garnkiem alkoholowe opary. 
Teraz wystarczy dodać koncentrat i dokładnie go rozmieszać. Błyskawicznie cały sos nabierze charakterystycznego pomidorowego zabarwienia i zapachu. Później dodajemy wodę z kostką (lub bulion) oraz liście laurowe, zmniejszamy gaz i gotujemy mieszając od czasu do czasu prze ok. godzinę.
Po długim oczekiwaniu sos jest gotowy i może cieszyć nasze podniebienie. Według mnie i jak się trochę wczytałem we włoską literaturę kulinarną najlepiej smakuje z makaronem typu pappardelle, więc taki przygotowałem. 

Gotowanie z muzyką w tle: Pappardelle Bolognese & Milva

Prowadzę bloga już prawie rok, ale cały czas szukam swojej drogi i tematów jakich chciałbym się trzymać. Kiedy oglądam swoje pierwsze wpisy zauważam, że trochę zmienił się mój sposób postrzegania bloga….

 …niestety jeszcze daleko mi do moich ideałów, ale jak to się mówi Nie od razu Kraków zbudowali, więc nie załamuję się tym, że czasami popełnię jakąś gafę lub po prostu nie wszystko jest spójne. Stąd pojawił się w mojej głowie pomysł na połączenie moich dwóch pasji: gotowania i muzyki. 
Często zdarza mi się, że jakiś utwór kojarz mi się z określonym daniem. Po jego wysłuchani tylko ono zaprząta mi myśli. Oczywiście działa to we dwie strony i danie też przywołuje na myśl muzykę. Dlatego właśnie postanowiłem połączyć muzykę z gotowaniem.
Tak właśnie było w tym przypadku. Kiedy po raz pierwszy gotowałem sam sos boloński i przygotowywałem  włoski makaron pappardelle, a następnie spożywałem moje małe kulinarne dzieło, przyszła mi na myśl pewna włoska piosenkarka i śpiewany przez nią utwór Un Tango Italiano

Niebawem dodam wpis z przepisem zarówno na sos, jaki i makaron (który po raz pierwszy wyrabiałem sam), a teraz zapraszam Was na włoskie tango z Milvą. Kto Wie może i Was do czegoś to zainspiruje? 😉


Hummus z macą

Po ostatnich doświadczeniach i naukach kulinarnych, jakie miałem przyjemność zdobyć w Warszawie na warsztatach Russell Hobbs (znajdziecie więcej TUTAJ) do mojej książki kucharskiej wszedł kolejny przepis na danie, którym można zaskoczyć gości, bo nie tylko smakuje ciekawie, ale i prezentuje się świetnie.
 

Tym daniem jest hummus, czyli doprawiona pastą sezamową, cytryną, czosnkiem, oliwą i kminem rzymskim pasta z ciecierzycy, która smakuje bardzo orientalnie i według mnie świetnie komponuje się z macą, czyli odmianą pieczywa bez drożdży, czy zakwasu.

 
 Do przygotowania hummusu potrzeba:
ok. 200 g. cieciorki
  sok z 2 cytryn
5-6 ząbków czosnku
oliwę z oliwek
kilka łyżek tahini, czyli pasty sezamowej
sól do smaku
szczypta kminu rzymskiego 
 Na warsztatach korzystałem z gotowej past, ale niestety w mojej okolicy nie znalazłem podobnej i sam ją przygotowałem. Sądzę nawet, że lepiej samemu przygotować wszystkie składniki, przynajmniej wie się wówczas, że nie ma w nich niepotrzebnej chemii.
 
Kluczowym etapem w przygotowaniu hummusu, jest przygotowanie cieciorki. Należy ją najpierw moczyć przez 10 – 12 godzin (najlepiej zostawić w wodzie na całą noc). Później należy ją gotować przez 1,5 godziny, aż zmięknie. Warto wspomnieć, że wody na ciecierzycę nie solimy. Po ugotowaniu należy odcedzić cieciorkę, pamiętając, aby wody nie wylewać, tylko pozostawić, ponieważ przyda się ona w momencie, kiedy hummus będzie za gęsty.
Kiedy cieciorka jest już gotowa należy ją zmielić (zblędować) wraz ze wszystkimi składnikami, niestety nie jestem w stanie podać idealnie ile czego należy dodać. Wszystko zależy od naszego podniebienia, czy wolimy bardziej słone, czosnkowe, czy sezamowe. Niestety mój hummus nie był tak idealny, jak ten z warsztatów, ponieważ mój blender nie ma takich zdolności, jak blender ręczny Russell Hobbs z serii Illumia, ale i tak w smaku był odpowiedni.
Na sam koniec, kiedy podajemy hummus należy przygotować coś w rodzaju polewy, a mianowicie łyżkę tahini rozrabiamy z wodą, sokiem z cytryny, ząbkiem czosnku i solą. Można również polać odrobiną oliwy z oliwek i posypać mielonym kminem rzymskim lub papryką w proszku.

Makaron z koprem włoskim

Tak jak wspominałem na moją małą rocznicę blogowania przygotowałem oprócz tiramisu (TUTAJ) makaron z koprem włoskim(TUTAJ). Obiecałem, że podzielę się przepisem na niego. A więc zapraszam do zapoznania się z nim.

Tak jak też wcześniej wspominałem przepis na to całkiem smaczne danie pochodził z książki o dumnym tytule IL GRANDE LIBRO DELLA PASTA co po Polsku oznacza WIELKA KSIĘGA MAKARONU, przynajmniej moje mierne zdolności lingwistyczne pozwalają mi na taki tłumaczenie.
Przyznaje się, że od skończenie liceum zbyt dużo nie miałem styczności z tym pięknym językiem, ale jakoś sobie poradziłem z odczytaniem przepisu.
 
Przepis oczywiście nie był do makaronu typu spaghetti, ale niestety nie miałem innego pod ręką i przygotowałem go z tym makaronem. Następnym razem się bardziej wysilę i albo sam przygotuję taki makaron, albo kupię odpowiedni.
 
Do przygotowania takiego makaronu potrzeba:
1 duży (lub 2 małe) koper włoski
1 cebulę
2 łyżki śmietany kremówki
oliwę z oliwek
sól i pieprz
makaron oczywiście
 
Przygotowanie jest niezwykle proste. Wystarczy dokładnie umyć koper, usunąć górną brodę przynajmniej, tak było napisane w książce i pokroić go w kostkę. Następnie podgotować i osolonej wodzie.
 
Jeśli chodzi o cebule to wystarczy ją tradycyjnie pokroić w kostkę i podsmażyć na oliwie. Do podsmażonej cebuli dodaje się podgotowany koper i śmietanę. W zasadzie sos jest już gotowy. Należy go jedynie wyłożyć na ugotowany makaron.
 
Aby podciągnąć smak całego dania posypałem je startym serem Grana Padano, co nadało mu intensywnego i prawdziwie Włoskiego smaku, takiego jaki pamiętam z Sycylii.
 
 

Pierwsza mała rocznica

Dzisiaj przypada pierwsza mała rocznica mojego blogowania. Dokładnie pół roku temu powstał pierwszy post. Ile to się pozmieniało, kiedy teraz oglądam moje posty z początku zauważam w nich dużo niedoskonałości, cóż chyba tak zawsze jest. Tę małą rocznicę świętowałem, tak jak lubię najbardziej po Włosku.

Z okazji właśnie tej dzisiejszej rocznicy, ale również z małego rodzinnego święta i z pierwszego dnia ferii, postanowiłem przyrządzić małą ucztę. Dzisiejszy dzień był przepełniony zapachem kawy, smakiem makaronu i dźwiękami Włoskiej muzyki.
Na obiad przygotowałem makaron z koprem włoskim i cebulą. Obawiałem się przygotowywać ten przepis, ponieważ pochodzi on z książki po Włosku, a ja odkąd skończyłem liceum nie miałem zbyt dużej styczności z tym językiem. Na szczęście dobre Google zawsze służy pomocą. 

Ale prawdziwą gwiazdą dnia było tiramisu, którego już od dawna nie robiłem, ale na szczęście w pamięci odszukałem przepis i wszyscy się nim zajadali. Przepis na tiramisu, jak i makaron podam wkrótce. Mam nadzieję, że Wam się spodobają i też zagoszczą w Waszym jadłospisie 🙂
Mógłbym teraz dużo pisać o podsumowaniu, ale nie zrobię tego, bo to dopiero pół roku, niby krótko, ale jednocześnie dużo. Pozostaje mi tylko podziękować za Waszą obecność na moim małym poletku w sieci i za wszystkie miłe słowa, które od Was dostałem. Obiecuję tylko, że będę się nadal starał serwować Wam nietuzinkowe, jak i te bardziej codzienne potrawy oraz ciekawą muzykę.