Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Moje wrażenia po przeczytaniu.

Ostatnio mogliście, czy to po muzyce wrzucanej na TIM, czy na moim Instagramie lub Facebooku zauważyć, że czytałem książkę Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Od pierwszego momentu, kiedy ujrzałem tę książkę na półce w księgarni wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Czułem, że mnie zainteresuje. Nie pomyliłem się.


„Tak więc był jazz. Był to Polish jazz.”
Te dwa krótkie zdania idealnie ukazują sens i przekaz tej opasłej książki. Wcześniej myślałem, że jazzem można nazwać większość przedwojennych piosenek, jakie znałem dotychczas z filmów z tego pięknego okresu. Jednak tylko niektóre były prawdziwie jazzowe, jak z filmu „Piętro wyżej” czy „Pieśniarz Warszawy”. Pozostała muzyka, jak się dowiedziałem to taneczna muzyka jazzująca. Mimo, że ówczesny jazz nie był jeszcze tym takim jazzem w pełnym tego słowa znaczeniu, był. Istniał i miał się dobrze. Istniały orkiestry, które go grały i genialni muzycy jazzowi.

Knajpy, kawiarnie i dancingi 
Książka, ta to nie tylko kompendium wiedzy o raczkującym jazzie naszej pięknej Międzywojennej, ale również mały wehikuł czasu. Opisane na kartach tej cudownej książki lokale, pozwalają naprawdę odczuć ducha tamtych czasów. Czytając, da się usłyszeć jak to w kawiarniach grały małe orkiestry jazzowe lub tylko jazzujące. Naprawdę były to niezapomniane czasy.
Całość idealnie dopełniają zdjęcia tych wszystkich knajp, o jakich dzisiaj można tylko pomarzyć. Dzięki zamieszczonym przedrukom z gazet, czy ogłoszeń o dancingach można zobaczyć, jak bawili się ówcześni znani, jak i Ci bardziej przeciętni ludzie. Szczególnie budzi we mnie podziw i lekką zazdrość, że na własne oczy nie będę mógł zobaczyć Warszawskiej Adrii, gdzie był okrągły, szklany obracający się parkiet, a ciasta codziennie przylatywały z Lwowa.

Opór, który zamienił się w euforię

Na kartach tej wspaniałej książki można również przeczytać historię jazzu i jego ekspansji zarówno w Polsce, jak i w Europie. Początkowo był uważany za objaw zezwierzęcenia ludzkości i chwilową modę. Na szczęście tak nie było. Jazz stawał się coraz bardziej popularny.  Rozwijał się razem z rozwojem Polskiego Radia, które w tym roku ma swoje 90-cio lecie. W efekcie swojego rozwoju stał się synonimem lat trzydziestych.

Książka ta jest naprawdę warta przeczytania. Nie tylko ze względów historycznych, czy czysto muzycznych. Jest to, jak dla mnie arcydzieło wydawnicze. Ciekawe teksty są przeplatane wieloma zdjęciami, czy ilustracjami pochodzącymi z epoki jazzowej. Do tego każdy rozdział zaczyna się krótkim wierszem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, który idealnie pasuje do jego tematyki. Po przeczytaniu tej książki, jeszcze bardziej zafascynowałem się tamtymi czasami. Niestety również zaczynam jeszcze bardziej czuć straty, jakie wywołała wojna, gdyż zginęło wówczas mnóstwo wspaniałych ludzi, jak i duch tamtych czasów…

Do następnych mistrzostw. Recenzja książki.

Ostatnimi czasy dużo czytuje. Mogę nawet stwierdzić, że chyba znalazłem swojego ulubionego pisarza. niestety póki co na nasz ojczysty język zostały przetłumaczone jego dwie książki. O jednaj z nich już tutaj pisałem – Neuland uważam za naprawdę genialną powieść. Dziś chciałbym przybliżyć Wam jego kolejną pozycję  Do następnych mistrzostw


Do następnych mistrzostw recenzja
Do następnych mistrzostw

Duże zaskoczenie

Przyznam szczerze, że po przeczytaniu opisu na odwrocie tej książki nie sięgnął bym po nią. Cóż może być nadzwyczajnego w historii czterech kumpli, którzy wymyślają sobie jakieś cele podczas jednych mistrzostw piłki nożnej, aby później mieli je spełnić po upływie czterech lat podczas kolejnych. Tym bardziej, że sam nie jestem fanem futbolu. Nigdy bym nie sięgnął po nią. Skusił mnie jej autor. Bardzo pozytywnie się jednak zaskoczyłem już po przeczytaniu kilku pierwszych stron.
Izrael dodatkowym bohaterem

 Całej opisanej historii dodaje smaku Izrael. Państwo wymarzone i wyczekiwane dla Żydów , które jednocześnie jest pełne niepokoju i złych wspomnień dla swoich mieszkańców. Ten pełen sprzeczności kraj, o którym już kiedyś pisałem, odegrał ogromny wpływ na bohaterów książki. Wydaje się, że ich przyjaźń została niejako utwierdzona przez epizody związane z Izraelem. Ciągły niepokój w pozornym spokoju życia codziennego nadał wyjątkowości całej historii.

Przyjaźń

Słowo przyjaźń jest głównym hasłem całej książki. Z jednej strony jest ona dla każdego z czwórki przyjaciół tym samym, odczuwają ją równocennie. Jednak wraz z lepszym poznawaniem bohaterów można odczuć, że każdy z nich traktował swoją przyjaźń inaczej. Mimo, że byli dobrymi kumplami, to nie raz postępowali jak najwięksi wrogowie, po czym znów stawali się najważniejsi w życiu, bardziej ważni id rodziny.

Bo warto mieć cel?

Książka ta pokazuje niewątpliwie, że warto w swoim życiu stawiać sobie cele. Jednak, jak to bywa w życiu niczego nie można być pewnym, dlatego nie należy dążyć do ich spełnienia na przekór wszystkiemu. Czasami nawet warto zaniechać ich realizacji i skupić na czymś co jest naprawdę ważne. Dlatego też zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki, bo naprawdę warto w chwili wolnego czasu zastanowić się, czy wszystko do czego dążymy każdego dnia ma prawdziwy sens i nie robimy czegoś, co tak naprawdę chce ktoś inny, byśmy my robili.

Maria Skłodowska-Curie i jej córki. Recenzja.

Zanim sięgnąłem po tę książkę uważałem Marię Curie – Skłodowską za osobę patetyczną i pomnikową, bez uczuć dumną uczoną z przeszłości. Z racji wybranych studiów chemicznych kilka razy zdarzało mi się napotykać na jej nazwisko, aczkolwiek nigdy specjalnie się nie wgłębiałem w jej biografię, a tym bardziej w biografię jej córek. Po przeczytaniu tej książki stwierdzam, że te trzy kobiety miały ogromny wpływ na losy dzisiejszego, jak i im współczesnego świata.
Maria Skłodowska-Curie i jej córki - recenzja
Maria Skłodowska-Curie i jej córki



Maria – naukowiec i kochająca matka

Zawsze kiedy napotykałem na nazwisko Skłodowska-Curie miałem styczność tylko z naukowcem i odkrytymi przez nią pierwiastkami i promieniotwórczością. Ta książka ukazała mi obraz Marii, jako matki oraz kobiety, która ma swoje potrzeby, może nie były to ogromne potrzeby, ale były. Dzięki przeczytaniu tej pozycji mogłem się dowiedzieć, że ta z pozoru ustatkowana kobieta i obdarzona delikatnie mówiąc, przeciętną urodą miała przez krótki czas kochanka. Z resztą ten romans mógłby się stać przyczyną wydalenia Marii z Francji. Po za tym nigdy bym nie przypuszczał jakie są zasługi Marii w dziedzinie popularnego badania Roentgena. Z drugiej strony za postacią wybitną w świecie nauki Maria jawi się jako troskliwa i kochająca matka dwóch córek. Po serii przytaczanych fragmentów listów, można się dokładnie dowiedzieć, że jej kontakty z córkami były naprawdę udane.

Irena – dziedziczka naukowej spuścizny 

Pierwsza córka Marii i Piotra Curie – Irena, była prawdziwą kontynuatorką i dziedziczką spuścizny naukowej rodziców. Również laureatka Nagrody Nobla, odnoszę wrażenie, że zaniedbywana w toku kształcenia. Nie pamiętam, żeby w szkole była ona kiedykolwiek wspominana. To właśnie ona wraz ze swym mężem przyczyniła się do rozwoju sztucznej promieniotwórczości, które obecnie jest szeroko stosowana w leczeniu chorób nowotworowych. Podobnie do swojej matki, Irena była w całości poświęcona nauce, jak również mężowi i dzieciom.

Ewa – dziennikarka i działaczka 

Trzecia dama z rodziny Curie nie zajmowała się nauką. Jednak nie próżnowała i działała aktywnie w ONZ w kwestii praw kobiet. Mimo, że nie odnosiła sukcesów naukowych, jak matka i siostra donosiła ja na zupełnie innym gruncie. Była dziennikarką, korespondentką wojenną i jedną z osób nakłaniających Amerykę do przyłączenia się do II Wojny Światowej. Ponadto po śmierci Marii Skłodowskiej-Curie to właśnie Ewa napisała jej biografię pt. Madame Curie, która wówczas stała się bestsellerem światowym.

Maria Skłodowska-Curie i jej córki - recenzja
Maria Skłodowska-Curie i jej córki


Walka o prawa kobiet

Cała trójka Pań Curie, pośrednio lub bezpośrednio walczyła o poprawę praw kobiet, które wówczas były bardzo ograniczone. Sam fakt, iż Maria Curie była podwójną laureatką Nagrody Nobla oraz profesorem Sorbony, sprawił, że znacznie wzrosła liczba kobiet zajmujących się pracą naukową. Podobnie w swoim Instytucie Radowym, Maria faworyzowała pracowników płci żeńskiej oraz na co warto zwrócić uwagę – Polaków. Również podróże Marii wraz z córkami po Stanach Zjednoczonych powodowały wzrost samoświadomości Amerykanek, które licznie gromadziły się na spotkania z uczoną. Jednak Pani Curie pozostawała zawsze neutralna, jeśli chodziło o kwestie polityczne. Jej córki już nie były tak konserwatywne, jak matka i aktywnie działały na wielu płaszczyznach polityczno-społecznych.

Maria Skłodowska-Curie i jej córki - recenzja
Maria Skłodowska-Curie i jej córki
Mógłbym jeszcze więcej pisać o samej Marii oraz Irenie i Ewie, jednak nie ma to sensu, ponieważ wszystko zostało dokładnie wyłożone w tej właśnie książce. Pozostaje mi tylko odesłać Was do niej, bo naprawdę warto. Nigdy wcześniej, bym nie przypuszczał, jak wpływ na wiele płaszczyzn życia współczesnego ma ta skromna kobieta. 

Neuland. Powieść kompletna.

Całkiem niedawno przeczytałem pewną opasła powieść. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po takie pełne dzieło literackie. Sięgnąłem po nią pod wpływem impulsu, nie znałem pisarza, nie znałem tematyki – zobaczyłem w księgarni i kupiłem. Po przeczytaniu kilku stron myślałem, że popełniłem błąd. Dziś już wiem – błędem by było nie sięgnięcie po tą książkę.

Izrael i jego mieszkańcy
Dzięki tej powieści mogłem poznać przekrój przez trzy pokolenia mieszkańców państwa Izrael. Nie ukrywam tego, iż sam jestem zwolennikiem kultury Żydowskiej i choćby muzykę bardzo lubię i cenię, nie wspominając już o całym dziedzictwie tej nacji w kulturze Polski. Niestety nie posiadałem wcześniej wiedzy na temat społeczeństwa Izraela dziś, jak i pierwszych osadników, którzy zaczęli go zamieszkiwać jeszcze przed II wojną światową oraz pokolenia kolejnego, na które silne piętno odcisnęły liczne wojny. Niektóre wnioski, jakie wysnułem po przeczytaniu Neuland są naprawdę zaskakujące i zachęcając Was do przeczytania tej książki, żebyście Sami mogli wyrobić sobie zdanie o tym narodzie pełnym sprzeczności.
Neuland opinia
Podróż – lekarstwo na codzienność
Silnie zarysowany wątek podróży, który nieodłącznie wiąże się z narodowością Żydowską został wyraźnie zawarty w tym dziele. Podróż jest nie tylko zwykłymi wakacjami, ale również swojego rodzaju lekarstwem, które pozwala z pewnego dystansu spojrzeć na własne życie i nakierować, ja na właściwe tory. Nie tylko podróż zamierzona i planowana od dawna, ale również ta z obowiązku, czy wywołana chwilą impulsu. Cała ta powieść jest podróżą, która również zmieniła we mnie podejście do obecnie żyjących Żydów, którzy dotychczas wydawali mi się społeczeństwem dosyć monotonicznym oraz spełnionym.
Izrael – Ameryka Południowa
Jako że akcja powieści nie toczy się wyłącznie, a raczej w znacznej mniejszości w Izraelu warto wspomnieć o Ameryce Południowej. Pejzaże z tego kontynentu zajmują większość opisów krajobrazów przez co aż chce się wsiąść w pierwszy samolot lecący tam, aby przekonać się na własne oczy, jak wyglądają te wszystkie miejsca, o których była mowa. Mimo, że czasami bohaterom doskwierał ubogi, żeby nie powiedzieć zacofany stan infrastruktur w wielu miejscach, jakie odwiedzali uważam, że było by czymś wspaniałym móc postawić swoją stopę na południowoamerykańskiej ziemi.

Neuland recenzja

Jestem z siebie naprawdę dumny, że udało mi się przejść przez tę podróż, jaką można nazwać tę książkę. Neuland pozwala odkryć drugie dno w wielu kwestiach poczynając na sprawie państwa Izrael, kończąc na nas samych. Uważam, że ta książka jest idealna da powoli zaczynające się długie, zimowe wieczory. Kto wie, może u kogoś po jej przeczytaniu zrodzi się pomysł na wakacyjną podróż do Izraela lub nawet do Ameryki Południowej…

Trylogia Millenium

W dzisiejszym książkowym poście chciałbym polecić Wam trylogię Millenium Stieg’a Larsson’a. Są to trzy opasłe tomy będące każdy z osobna powieścią kryminalną, które łączą się postacią głównej bohaterki Lisabeth Salander. Przyznam się szczerze, że przeczytałem je z zapartym tchem.


Każda z trzech części moim zdaniem mogła by być potraktowana, jako osobna książka, choć po przeczytaniu pierwszej z nich miałem ogromny apetyt czytelniczy na następną i następną. Tom pierwszy, czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet – jak to bywa zazwyczaj jest najlepszy, oczywiści w moim subiektywnym odczuciu. Najbardziej wciągająca akcja, poznanie się z głównym bohaterami oraz nieoczywiste sprawy, które zaskakująco kończą się przekreślając rzeczywistość o 180 stopni.

Kolejne dwa tomy poczynając od Dziewczyny, która igrała z ogniem do Zamku z piasku, który runął są niejako kontynuacją dwóch głównych bohaterów, czyli dziennikarza Mikaela Blomkvista oraz zaskakującej i tajemniczej Lisabeth Salaner. Szczególnie ta druga postać jest dosyć interesująca. Początkowo wydaje się czytelnikowi mroczna, niedostępna oraz niezbyt miła. Autor tak prowadzi jej losy, że z czasem zaczynamy się przyzwyczajać do jej niecodziennego wyglądu i bycia, nawet można odczuć sympatię i współczucie.



Już jakiś czas minął od momentu, kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po Trylogię Millenium, ale zdarza mi się powracać myślami to tych pełnych emocji stronic zapisanych przez nieżyjącego już dziś szwedzkiego dziennikarza i pisarza – Stieg’a Larsson’a. Na pewno po przeczytaniu Millenium zapragnąłem pojechać kiedyś do Sztokholmu i zwiedzić miejsca opisane w książkach. Inną sprawą jest kawa, która na stronicach leje się strumieniami i która stałą się nieodłączną częścią podczas czytania każdego z tomów Trylogii Millenium.

Jamie Oliver – 15 Minut w kuchni

Ostatnio przy okazji urodzin mogłem sobie pozwolić na zakup książki, którą przeglądałem, oglądałem i macałem już od roku. Za każdym razem kiedy zdarzało mi się odwiedzać Empik kierowałem się właśnie do półki z tą książką. Niestety należy ona do grona książek, które mimo upływu czasu nie poddaje się zniżce i ma cały czas stałą i niestety wysoką cenę. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że jest warta swojej ceny.


Książka ta jest papierową wersją programu Jami’ego, którego jestem oddanym fanem. Jak wiadomo, często oglądając jakiś program kulinarny nie zdążamy spisać przepisu w całości, no chyba że osoby z dekoderem wyposażony w nagrywarkę. Ja takowego nie posiadam, a po za tym należę do ludzi staroświeckich, którzy lubią wziąć kawał dobrej książki do ręki i zaczytać się.

Jeśli chodzi o sam program i jego gospodarza, to chyba nie muszę go przedstawiać – Jamie Oliver jest to brytyjski bóg kulinarny, który stał się głównym wyznacznikiem zdrowego, domowego i nieprzesyconego chemią jedzenia. Wszystkie przepisy w tej książce są, jak to jest podane na samym początku, w pełni zbilansowane, no i co najważniejsze są niebanalne i niepopularne, co dodatkowo może motywować osoby, które są znudzone codziennym schabowym do własnych eksperymentów w kuchni.

Na samym początku książki znajduje się krótka lista sprzętu kuchennego, jak i składników dzięki którym będziemy mogli przygotowywać pyszne dania w bardzo szybkim czasie. Oczywiście ie trzeba się sztywnie trzymać tej rozpiski, ale po jej przejrzeniu stwierdziłem, że moja kuchnia jest prawie tak zaopatrzona, jak podana na tej liście. 

Jeszcze nie udało mi się zebrać w sobie i ugotować jakieś boskie danie, z któregoś z przepisów zawartych w 15 minutach w kuchni, ale jestem pewien, że przygotowywane potrawy będę szybkie i smaczne, a przede wszystkim zdrowe. Utwierdza mnie w tym zdaniu, przygotowana przeze mnie rolada lodowa, która jest z przepisu Jamiego, a która w przygotowaniu okazała się prostsza jak wcześniej sądziłem, że mogła by być.

Mo Yan – Kraina wódki

W moim rocznym podsumowaniu (TUTAJ) z okazji pierwszych urodzin bloga obiecałem, że poświęcę trochę czasu i wpisów na temat książek, jakie przeczytałem. Może to część z Was nakłoni do sięgnięcia po nie, a może i Was odwiedzie od ich przeczytania. Oczywiście do tego drugiego nie chciałbym dopuścić, gdyż uważam, że czytanie jest jedyną z nieodłącznych części bycia człowiekiem myślącym, a do tego może być idealnym sposobem do poznania świata, który nas otacza i przynajmniej mnie zachwyca każdego nowego dnia.

Dlaczego właśnie Mo Yan?

Książkę Mo Yan’a kupiłem pod wpływem impulsu. Po pierwsze była na wyprzedaży, a dla studenta wyprzedaż jest czasami jedyną okazją, kiedy może sobie pozwolić na kupienie książki. Po drugie gdzieś mi się o uszy obiło, że jest to noblista, a jak wiadomo warto przeczytać książkę Laureata Nagrody Nobla, o którym mówili, że „warty przeczytania” czy „odkrywczy”. Wiadomo często najlepszą promocją jest przekaz „z ust do ust” tzw. pocztą pantoflową. Po za tym należę to nielicznego – niestety – które lubi od czasu do czasu kupić książkę, płytę, czy film zamiast ściągać z internetu.

O czym w ogóle jest?

Kraina wódki, jak dla mnie początkowo jest dosyć niespójna, ale w ramach toczącej się akcji trzy główne wątki zbliżają się co raz bardziej do siebie, by na samy końcu stać się swoim zaprzeczeniem. Tak w kilku słowach mogę streścić tę ciekawą książkę. Jest to po prostu przekazana w inny sposób, trochę w krzywym zwierciadle esencja dzisiejszych Chin, którym daleko do ideału. Jeśli chodzi o fabułę, to Was zachęcam abyście sięgnęli na półkę księgarni, czy pobliskiej biblioteki i sami się przekonali czym powita Was Alkoholandia.

Fikcja to czy rzeczywistość

Szereg rzeczy, a w szczególności potraw, których opisy zostały zawarte w książce Mo Yan’a jest połączeniem rzeczywistości i fikcji samego autora. Bardzo zafrapował mnie jeden składnik, a mianowicie potrawa – zupa z jaskółczych gniazd. Kiedy przeczytałem książkę uważałem, że jest to kolejny wymysł Mo Yana’a – jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że potrawa jest prawdziwa i zgodna w 100% z rzeczywistością. Mam jedynie nadzieję, bo tego nie sprawdzałem dokładnie, że danie o niewinnej nazwie „feniks i smok w idealnym połączeniu” jest tylko wymysłem bujnej wyobraźni autora.

Wspominając o pomieszaniu tego co realne i zmyślone warto wspomnieć o mnogości wspomnianych alkoholandzkich trunkach. Świat pewnie wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby te wszystkie napitki były by dostępne w sklepie z produktami orientalnymi.

Czy Alkoholandzkie historie są dobre na wakacje?

Długo się zastanawiałem nad tą kwestią. Z jednej strony przyjemnie jest poczytać coś ciekawego i poszerzającego nasze horyzonty, kiedy błogo leżymy pod parasolem przy spokojnym morzy. Niestety jest też druga strona, jak wcześniej pisałem książka ma ukryte znaczenie polityczne, co moim zdaniem całkowicie ją wyklucza z wakacyjnego katalogu książek. Jadąc na wakacje nie chcemy myśleć o świecie i jego problemach. Są one do tego aby wypocząć i na chwile zapomnieć o wszystykim. Niestety czytając taką książkę sami, jakoby pozbawiamy się tego komfortu wyłączenia myślenia.

Oczywiście cała ta recenzja jest tylko moim subiektywnym punktem widzenie i jeśli się z nim nie zgadzacie, możenie. W końcu takie jest Wasze prawo. Starałem się tylko nakreślić mały szkic tej książki, którą wam polecam.

Zamień chemię za jedzenie – wielka/mała rewolucja w kuchni?

Do napisania tego posta zbierałem się już od dawna, bo książkę Julity Bator przeczytałem już jakiś czas temu. Zapowiadała się wspaniale, myślałem, że będzie to ogromna rewolucja w moim podejściu do oferowanego przez sklepy jedzenia. Niestety sam sobie całą rewolucję trochę popsułem, bo już wcześniej interesowałem się kwestią zdrowego odżywiania. 


Tak jak już wcześniej wspominałem, książka, jest moim zdaniem dla osób nie mających wcześniej nic wspólnego ze zdrowym odżywianiem. Sam po nią sięgnąłem, bo tym co jem już od jakiegoś czasu się interesuję. Wiele znanych wcześniej informacji znalazłem w tej pozycji, choć były również takie, o których wcześniej nie słyszałem.

Jeśli chodzi o samą książkę, to jest ona podzielona na tematyczne rozdziały związane z różnymi typami jedzenia, jak na przykład: nabiał, węglowodany, czy pieczywo. Podział ten według mnie jest bardzo dobrym rozwiązaniem, które pomaga przeciętnemu człowiekowi rozeznać się z zawiłym świecie różnych E…

 
Ponadto w każdym dziale podany jest przepis, dzięki któremu będzie można samemu przygotować jakieś danie lub składnik, bez zbędnych dodatków chemicznych, które przecież należy unikać. Wszystkie przepisy są dodatkowo zebrane w całość na początku książki. Jest to dosyć przydatne kiedy chce się przygotować coś z tej zdrowej książki.

Podsumowując książka jest naprawdę przydatna dla osób, które chcą otworzyć sobie oczy na to jak nas trują producenci żywności i pomocna w walce z nadmiarem chemii w swojej diecie. Ja osobiście jestem zadowolony z zakupu tej książki. Choć nie wywołała fajerwerków w mojej diecie, to dzięki niej poszerzyłem swoją wiedzę na temat chemii pakowanej w produkty codziennie spożywane.  

Sobotnie znaleziska

Wczoraj z racji pięknej jesiennej, słonecznej i ciepłej aury w moim domu robiliśmy porządki. Jedna z biblioteczek, która była bardzo rzadko odwiedzana przez nas została zlikwidowana. Książki zostały zamienione innymi rzeczami, które bezmyślnie zbierały kurz na meblach.

Większość z książek, które były w biblioteczce z pewnością trafią do miejskiej biblioteki, ale za to kilka trafi do mojej kulinarnej biblioteczki. Znalazłem tam kilka zapomnianych, a jednocześnie ciekawych książek. Z pewnością kiedyś upichcę jakąś potrawę z przepisu z jednej z nich.

Jednak najbardziej jestem zadowolony z książki, która nie jest książką kulinarną. Jest to pozycja przyrodnicza, opisująca przyrodę mojego miasta. Co prawda została wydana 1999 roku, czyli bardzo dawno i pewnie część opisanych w niej miejsc wygląda już zupełnie inaczej, jednakże warto mieć świadomość z tego jakie rośliny i zwierzęta żyją w naszych na pozór w całości zurbanizowanych miastach.

Może jeszcze przed zimą, a na pewno na wiosnę wybiorę się w kilka miejsc, które mnie zainteresowały.