Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Moje wrażenia po przeczytaniu.

Ostatnio mogliście, czy to po muzyce wrzucanej na TIM, czy na moim Instagramie lub Facebooku zauważyć, że czytałem książkę Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Od pierwszego momentu, kiedy ujrzałem tę książkę na półce w księgarni wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Czułem, że mnie zainteresuje. Nie pomyliłem się.


„Tak więc był jazz. Był to Polish jazz.”
Te dwa krótkie zdania idealnie ukazują sens i przekaz tej opasłej książki. Wcześniej myślałem, że jazzem można nazwać większość przedwojennych piosenek, jakie znałem dotychczas z filmów z tego pięknego okresu. Jednak tylko niektóre były prawdziwie jazzowe, jak z filmu „Piętro wyżej” czy „Pieśniarz Warszawy”. Pozostała muzyka, jak się dowiedziałem to taneczna muzyka jazzująca. Mimo, że ówczesny jazz nie był jeszcze tym takim jazzem w pełnym tego słowa znaczeniu, był. Istniał i miał się dobrze. Istniały orkiestry, które go grały i genialni muzycy jazzowi.

Knajpy, kawiarnie i dancingi 
Książka, ta to nie tylko kompendium wiedzy o raczkującym jazzie naszej pięknej Międzywojennej, ale również mały wehikuł czasu. Opisane na kartach tej cudownej książki lokale, pozwalają naprawdę odczuć ducha tamtych czasów. Czytając, da się usłyszeć jak to w kawiarniach grały małe orkiestry jazzowe lub tylko jazzujące. Naprawdę były to niezapomniane czasy.
Całość idealnie dopełniają zdjęcia tych wszystkich knajp, o jakich dzisiaj można tylko pomarzyć. Dzięki zamieszczonym przedrukom z gazet, czy ogłoszeń o dancingach można zobaczyć, jak bawili się ówcześni znani, jak i Ci bardziej przeciętni ludzie. Szczególnie budzi we mnie podziw i lekką zazdrość, że na własne oczy nie będę mógł zobaczyć Warszawskiej Adrii, gdzie był okrągły, szklany obracający się parkiet, a ciasta codziennie przylatywały z Lwowa.

Opór, który zamienił się w euforię

Na kartach tej wspaniałej książki można również przeczytać historię jazzu i jego ekspansji zarówno w Polsce, jak i w Europie. Początkowo był uważany za objaw zezwierzęcenia ludzkości i chwilową modę. Na szczęście tak nie było. Jazz stawał się coraz bardziej popularny.  Rozwijał się razem z rozwojem Polskiego Radia, które w tym roku ma swoje 90-cio lecie. W efekcie swojego rozwoju stał się synonimem lat trzydziestych.

Książka ta jest naprawdę warta przeczytania. Nie tylko ze względów historycznych, czy czysto muzycznych. Jest to, jak dla mnie arcydzieło wydawnicze. Ciekawe teksty są przeplatane wieloma zdjęciami, czy ilustracjami pochodzącymi z epoki jazzowej. Do tego każdy rozdział zaczyna się krótkim wierszem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, który idealnie pasuje do jego tematyki. Po przeczytaniu tej książki, jeszcze bardziej zafascynowałem się tamtymi czasami. Niestety również zaczynam jeszcze bardziej czuć straty, jakie wywołała wojna, gdyż zginęło wówczas mnóstwo wspaniałych ludzi, jak i duch tamtych czasów…

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #20

Trochę spóźnione, ale nadal obecne na blogu Tygodniowe Inspiracje Muzyczne. Mam nadzieję, że i tym razem przypadnie Wam do gustu moje cotygodniowa lista. W przeciwieństwie do poprzednich inspiracji w tym tygodniu również podzielę się z Wami czymś nowszym, oczywiście nie najnowszym.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #20

Pierwsza piosenka weszła na tyle do kanonu śpiewanych piosenek, że przyznać muszę iż jak się dowiedziałem, ze pochodzi ona z lat 30′ byłem bardzo zaskoczony. Któż przecież nie na piosenki Ach jak przyjemnie…

1) Adam Aston
– Ach jak przyjemnie –

Nie jestem do końca pewien, czy aby na pewno ta piosenka została napisana i wykonana jeszcze w czasach II RP, ale na pewno jej wykonawca zaczynał swoją karierę w tych czasach, dlatego postanowiłem nią się z Wami podzielić.

2) Ludwik Sempoliński
– Cała przyjemność po mojej stronie –

Również tę piosenkę wykonywał Ludwik Sempoliński. Jest ona wykonywana do melodii popularnej Titiny, ale warto zwrócić uwagę na jej tekst. Właśnie to wykonanie sprawiło, że Sempoliński był na celowniku SS, ponieważ tekst jest wyśmiewaniem się z Hitlera.

3) Ludwik Sempoliński
– Wąsik, ach ten wąsik –

Kolejna piosenka w dzisiejszych TIM pochodzi z rewii z 1928 z Warszawskiego kabaretu Morskie Oko, który działał w latach 1925 – 1933. Moją uwagę na nią zwróciła wykonująca ją Orkiestra Petersburskiego i Golda, o której sporo czytam w książce Był Jazz, o której już nie raz wspominałem.

4) Władysław Ochrymowicz
– Więcej Gazu –

Ostatnia w tym zestawieniu piosenka, hmm raczej utwór muzyczny należy do Yanna Tiersena, który jest jednocześnie jego kompozytorem, jak i wykonawcą. Po raz pierwszy usłyszałem La Banquet oglądając Amelię i od razu zakochałem się w muzyce tego kompozytora, nie tylko tej z Amelii. Aczkolwiek ten utwórch należy do moich ulubionych.

5) Yann Tiersen
– La Banquet –

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #19

Zapraszam na kolejne już TIM, tym razem bardzo inspirowane muzyką II Rzeczpospolitej, co jest spowodowane lekturą książki Był Jazz Krzysztofa Karpińskiego. Jest to opasłe tomisko opisujące historię jazzu w międzywojennej Polsce.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #19

Pierwszą piosenkę znalazłem całkiem przypadkowo, co jest dla mnie typowe. Jest to pewien rodzaj fokstrota, a że jestem fanem muzyki sprzed lat bardzo przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie.

1) Adam Aston
– Nikodem –

Na kolejną piosenkę zwróciłem po raz kolejny uwagę, ponieważ wyczytałem w książce, którą wspominałem wcześniej, że jest ona dixielandowa, a ja osobiście bardzo lubię dixieland. Po za tym jest ona śpiewana w moim ulubionym spektaklu Teatru Zagłębia, czyli w Eugeniusz Bodo, czy mnie ktoś woła

2) Eugeniusz Bodo
– Sex appeal –
Trzecia piosenka jest również śpiewana w wyżej wspomnianej sztuce , ale ja na nią zwróciłem uwagę po niedawnym obejrzeniu filmu pt. Piętro wyżej z 1937 r. w którym jedną głównych ról gra Eugeniusz Bodo, również wykonujący tę piosenkę. 
3) Eugeniusz Bodo
– Dzisiaj ta i jutro ta –
Ta piosenka jest również wykonywana w wspominanej już wielokrotnie dziś sztuce o życiu Eugeniusza Bodo, ale do mojego ucha wpadła za sprawą płyty dołączonej do książki, jaką obecnie czytam, czyli Był jazz. 
4) Ludwig Sempoliński
– Lambeth Walk –
Ostatnią piosenkę również znalazłem przez zupełny przypadek. Zwrócił oją uwagę jej tytuł, ponieważ jestem fanem czarnej, mocnej i aromatycznej kawy. Teraz często puszczam ją sobie przygotowując kawę 😉
5) Czarna kawa
– Adam Aston i Orkiestra Taneczna Henryka Warsa – 

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #16

W tym tygodniu zapraszam Was na porcje jazzu i muzyki w tych klimatach.  Jakoś ostatnio ta muzyka do mnie bardzo przemawia. Na samym początku zapraszam na fenomenalną i zawsze mnie zachwycającą Ellę Fitzgerald, a następnie na odrobiną dixielandu z Nowoorleańskich ulic, aby za chwilę zaprosić Was do wysłuchania Polskiej w moim odczuciu całkiem jazzowo brzmiącej muzyki z poprzedniej epoki.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne
Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #16

1)Ella Fitzgerald
– Jazz Conversation in Scat –

2) Smoking Time Jazz Club
– Percolatin’ Blues –



3) Eugeniusz Bodo i Reri
– Dla Ciebie Chcę być Biała –



4) Eugeniusz Bodo
– Sex appeal –



5) Alfons Dymsza
– Florek, gdzie Twój humorek –


Powidła śliwkowe z jazzową nutą: Gotowanie z muzyką w tle

Od jakiego już czasu zbieram się i zbieram, żeby wrócić do gotowania z muzyką w tle. Kuchnia i muzyka jest nieodłącznym elementem mojego funkcjonowania na tym świecie. Bez muzyki nie potrafię gotować, a gotowanie i potrawy bardzo często są inspirowane zasłyszaną muzyką. Już raz zebrałem się na połączenie kuchni i muzyki w jednym smakowitym daniu. Tym razem zapraszam na coś trochę z innej beczki, czyli na powidła, ale takie nietypowe z jazzową nutą. 

Gotowanie z muzyką w tle


Możecie mi zarzucić, że pisząc o zwykłych powidłach śliwkowych, jakie sami robicie próbuję znaleźć drugie dno. Nic bardziej mylnego. Powidła przygotowałem właśnie pod wpływem słuchania kilku utworów jazzowych, ale nie są to zwykłe klasyczne powidła, tylko powidła śliwkowe z czekoladą o niebiańskim aromacie i smaku, który oddaje po części ta muzyka:
Billie Holiday 
– Tenderly –
Ella Fitzgerald
– These Foolish Things –

Natasza Zylska
– Czekolada –
A więc zanim mój domu wypełnił się w całości podnoszącym pod niebiosa zapachem czekoladowo-śliwkowej rozkoszy musiałem pójść do sklepu i zakupić kilka składników:
– 3 kg śliwek (węgierek najlepiej)
– 750 g cukru
– 2 lub 3 łyżki kakao
– 2 łyżki esencji waniliowej
– 3 gorzkie czekolady (dodałem moją ulubioną Jedyną z Wedla)
powidła śliwkowe

Jeśli chodzi o przygotowanie tego jazzowego nieba w słoiczkach to wystarczy wymyć śliwki i je wypestkować, a następnie przemielić je przez maszynkę do mięsa. Później trzeba je smażyć przez około 2 godziny, a po tym czasie dodać pozostałe składniki i jeszcze dokładnie pomieszać przez jakiś czas, aby cała czekolada dokładnie się rozpuściła. Kiedy wszystko jest już dokładnie połączone ze sobą należy przełożyć powidła do wyparzonych słoiczków, zakręcić dokładnie i położyć do góry dnem, aż wystygną.

powidła śliwkowe z jazzową nutą

Niestety nie mam jeszcze tak rozwiniętej kulinarnej intuicji, dlatego przepis na powidła śliwkowe z jazzową nutą podejrzałem od Moniki z bloga Mimo-za-Monika. Sam przepis dodałem do swojej długiej listy zakładek już rok temu, ale dopiero teraz odkrywane co dnia jazzowe rytmy nakłoniły mnie do przygotowania tego pełnego smaku śliwkowo-czekoladowego raju dla smakoszy.

śniadanie

Czyż takie śniadanie, nie poprawi Wam nastroju w ponury jesienny dzień?

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #10

Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie zainteresowanie jazzem. Kiedyś uznawałem tą muzykę jako coś strasznego, od czego tylko głowa może rozboleć i nie nadaje się do słuchania. Tylko jak to ze mną bywa, wolę kawałki starsze, klasyczniejsze i w  ogóle tzw. retro 😉 Dlatego serwuję Wam dziś porcję klasyki gatunku, która w tym tygodniu zamieszkiwała moje głośniki. Zasłuchajcie się w te brzmiące i ćmiące trąbki, które jeszcze niedawno przyprawiały mnie o mdłości i ból głowy. 


1. Geroge Gershiwn
– Błękitna Rapsodia – 

2. Duke Ellington
– Take The A Train –
3. Ella Fitzgerald & Duke Ellington
– It Don’t Mean A Thing If It Ain’t Got That Swing – 
4. Glen Miller
– In The Mood –
5. Artie Shaw
– Traffic Jam –

Tygodniowe inspiracje muzyczne #6

Miniony tydzień był pod względem pogodowym bardziej jesienny, niż letni, pomimo że nadal mamy sierpień i trwają jeszcze wakacje. Taka jesienna aura i wszechogarniająca ponurość i chłód zawsze kierują moje upodobania muzyczne w stronę jazzu. A jazz najlepiej smakuje z kubkiem gorącej kawy, z nogami pod kocem i z ogniem na kominku, kiedy za oknem panuje pogoda jak we wnętrzu ogromnej zmywarki. Przygotowałem zatem dla Was kilka utworów, mieszczących się w ogólnie pojętym jazzie. Mam dla Was ciepłą i o głosie, jak gorąca czekolada najlepszej klasy Ellę Fitzgerald, kilka kawałków przy których można się trochę rozruszać i rozgrzać oraz jak zwykle coś co udało mi się znaleźć, a o istnieniu czego wcześniej nie słyszałem.

1. Ella Fitzgerald & Louis Armstrong
– Cheek to Cheek – 
2. Green Hill Instrumental
– The Charleston – 
3. Ruth Hohmann
– The Entertainer –
4. Midlife Dixieland Jazzband
– Tiger Rag – 
5. Benny Goodman
– Sing, Sing, Sing –