Pasta brokułowa by allyson

Ostatnio od mojej znajomej (allyson) usłyszałem ciekawy przepis na pastę kanapkową. Oprócz tego, że jest ona bardzo prosta w przygotowaniu, dosyć zdrowa i przepyszna ma ona jeszcze jedną zaletę: pozwala na zużycie resztek z obiadu. W całkiem prosty i smaczny sposób możemy ograniczyć marnowanie jedzenia.
Pasta brokułowa
Pasta brokułowa by allyson

Do przygotowania pasty potrzeba:

ugotowany (najlepiej na parze) brokuł
pół kostki fety
garść pestek słonecznika
1 ząbek czosnku

Pasta brokułowa

Tak jak wyżej napisałem brokuł najlepiej żeby był ugotowany wcześniej na parze, bo wówczas nie trzeba go wcześniej dodatkowo dosalać podczas gotowania.

Pasta brokułowa

Pastę przygotowuje się dosłownie w 5 minut, jednak wcześniej należy przygotować brokuła i słonecznik, który trzeba uprażyć na suchej patelni i ostudzić. W blenderze najpierw należy umieścić słonecznik i czosnek, które muszą być wstępnie rozdrobnione. Później trzeba dołożyć brokuła i fetę, zblendować na gładką masę i pasta jest już gotowa.

Pasta brokułowa

Od kiedy zrobiłem tę pastę nie mogę się z nią rozstać. Czy to śniadanie, czy kolacja. Nie sądziłem, że brokuł może w takiej postaci tak dobrze smakować. Polecam każdemu!

Kluski z makiem. Mój wigilijny smak.

Jak w każdej rodzinie, tak i w mojej istnieje potrawa wigilijna, którą przygotowuje się tylko w tym jedynym dniu w roku. Tą potrawą są kluski z makiem. Moja babcia w tym roku, jak w poprzednich latach przygotuje je. Jest to tradycja, którą przejęła po swojej mamie i pewnie będzie trwać w naszej rodzinie już zawsze.

makaron z makiem
kluski z makiem


To danie, jak wiele mu podobnych pewnie pochodzi od dawnej kutii, choć może właśnie kutia wywodzi się z niego…? Niemniej jednak w naszej rodzinie gości od zawsze. Kiedy byłem mały niespecjalnie przepadałem za tym smakiem. Dziś nie mogę się już doczekać do wigilii, aż znów poczuję ich zapach i smak.

Do przygotowania masy makowej potrzeba:

mak, orzechy włoskie, figi, daktyle, morele suszone, żurawinę, wiórki kokosowe, rodzynki, migdały, kilka kostek gorzkiej czekolady, miód i odrobinę olejku migdałowego.

Tak, jak widać jest to danie drogie i bogate w bakalie, świąteczne. Wszystkie składniki można dodać według swojego uznania. Należy jednak pamiętać, że mak trzeba dzień wcześniej sparzyć i namoczyć przez noc, a następnego dnia zmielić z trzy razy. Pozostałe składniki wymagają jedynie posiekania nożem lub w przypadku czekolady starcia na drobnym tarle.

Zaś ciasto na kluski jest takie samo jak na pierogi, czyli mąka, jajko, woda i odrobina masła. Kluski w tym daniu też mają charakterystyczny kształt malutkich kopytek.

Po ugotowaniu klusek wystarczy je dokładnie wymieszać z masą makową i już wiadomo, że jest wigilia i święta.

Zupa z dyni. Rozgrzewający jesienny posiłek.

Na dworze jesienna aura już się na dobre rozpanoszyła. Ostatnie dni były przeplatanką słońca i wszechogarniającej mgły. Szczególnie w te ponure dni nic się nie chciało, pewnie Wam też, ale postanowiłem wprowadzić trochę słońca do mojej kuchni i na talerz. Tym słońcem był a zupa dyniowa. Nie tylko jej jaskrawożółty kolor nadawał się na jesienne dni, ale również jej rozgrzewające dodatki w postaci gałki muszkatołowej oraz szczypty chili wspaniale rozgrzewały po powrocie z zimnego dworu.


Choć już nie pierwszy raz przygotowywałem danie z dyni, około rok temu piekłem ciasteczka dyniowe, cały czas jest ona dla mnie lekko obca i nie zawsze mam pomysł co z niej mogę zrobić. Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu, bo jak dla mnie się sprawdził w 100%.

zupa z dyni

Do przygotowania zupy potrzeba:

ok. 1l bulionu (ja użyłem drobiowo-warzywny)
ok. 0,5 kg dyni
 2/3 marchewki (użyłem tych z gotowania bulionu)
1/2 średniej wielkości cebuli
1 łyżka oliwy lub oleju
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta chili
sól do smaku

zupa dyniowa

Przygotowanie zupy jest dosyć proste i nie wymaga szczególnych umiejętności kulinarnych. Wystarczy obrać i pokroić w kostkę dynię i podgotować ją w bulionie. Podczas gotowania dyni można sobie przygotować cebulę, którą trzeba pokroić w kostkę i przyrumienić na oliwie. Kiedy dynia już będzie miękka należy dodać do niej marchew oraz cebulę i wszystko dokładnie zblendować.

zupa dyniowa

Kiedy zupa będzie już miała gładką konsystencję należy doprawić ją gałką oraz chili, warto w tym przypadku dodać tych przypraw za mało i w razie czego dodać jeszcze odrobiną, jak przedobrzyć. Wówczas może się okazać, że zupa będzie niezdatna do jedzenia.

zupa dyniowa

Powidła śliwkowe z jazzową nutą: Gotowanie z muzyką w tle

Od jakiego już czasu zbieram się i zbieram, żeby wrócić do gotowania z muzyką w tle. Kuchnia i muzyka jest nieodłącznym elementem mojego funkcjonowania na tym świecie. Bez muzyki nie potrafię gotować, a gotowanie i potrawy bardzo często są inspirowane zasłyszaną muzyką. Już raz zebrałem się na połączenie kuchni i muzyki w jednym smakowitym daniu. Tym razem zapraszam na coś trochę z innej beczki, czyli na powidła, ale takie nietypowe z jazzową nutą. 

Gotowanie z muzyką w tle


Możecie mi zarzucić, że pisząc o zwykłych powidłach śliwkowych, jakie sami robicie próbuję znaleźć drugie dno. Nic bardziej mylnego. Powidła przygotowałem właśnie pod wpływem słuchania kilku utworów jazzowych, ale nie są to zwykłe klasyczne powidła, tylko powidła śliwkowe z czekoladą o niebiańskim aromacie i smaku, który oddaje po części ta muzyka:
Billie Holiday 
– Tenderly –
Ella Fitzgerald
– These Foolish Things –

Natasza Zylska
– Czekolada –
A więc zanim mój domu wypełnił się w całości podnoszącym pod niebiosa zapachem czekoladowo-śliwkowej rozkoszy musiałem pójść do sklepu i zakupić kilka składników:
– 3 kg śliwek (węgierek najlepiej)
– 750 g cukru
– 2 lub 3 łyżki kakao
– 2 łyżki esencji waniliowej
– 3 gorzkie czekolady (dodałem moją ulubioną Jedyną z Wedla)
powidła śliwkowe

Jeśli chodzi o przygotowanie tego jazzowego nieba w słoiczkach to wystarczy wymyć śliwki i je wypestkować, a następnie przemielić je przez maszynkę do mięsa. Później trzeba je smażyć przez około 2 godziny, a po tym czasie dodać pozostałe składniki i jeszcze dokładnie pomieszać przez jakiś czas, aby cała czekolada dokładnie się rozpuściła. Kiedy wszystko jest już dokładnie połączone ze sobą należy przełożyć powidła do wyparzonych słoiczków, zakręcić dokładnie i położyć do góry dnem, aż wystygną.

powidła śliwkowe z jazzową nutą

Niestety nie mam jeszcze tak rozwiniętej kulinarnej intuicji, dlatego przepis na powidła śliwkowe z jazzową nutą podejrzałem od Moniki z bloga Mimo-za-Monika. Sam przepis dodałem do swojej długiej listy zakładek już rok temu, ale dopiero teraz odkrywane co dnia jazzowe rytmy nakłoniły mnie do przygotowania tego pełnego smaku śliwkowo-czekoladowego raju dla smakoszy.

śniadanie

Czyż takie śniadanie, nie poprawi Wam nastroju w ponury jesienny dzień?

Jamie Oliver – 15 Minut w kuchni

Ostatnio przy okazji urodzin mogłem sobie pozwolić na zakup książki, którą przeglądałem, oglądałem i macałem już od roku. Za każdym razem kiedy zdarzało mi się odwiedzać Empik kierowałem się właśnie do półki z tą książką. Niestety należy ona do grona książek, które mimo upływu czasu nie poddaje się zniżce i ma cały czas stałą i niestety wysoką cenę. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że jest warta swojej ceny.


Książka ta jest papierową wersją programu Jami’ego, którego jestem oddanym fanem. Jak wiadomo, często oglądając jakiś program kulinarny nie zdążamy spisać przepisu w całości, no chyba że osoby z dekoderem wyposażony w nagrywarkę. Ja takowego nie posiadam, a po za tym należę do ludzi staroświeckich, którzy lubią wziąć kawał dobrej książki do ręki i zaczytać się.

Jeśli chodzi o sam program i jego gospodarza, to chyba nie muszę go przedstawiać – Jamie Oliver jest to brytyjski bóg kulinarny, który stał się głównym wyznacznikiem zdrowego, domowego i nieprzesyconego chemią jedzenia. Wszystkie przepisy w tej książce są, jak to jest podane na samym początku, w pełni zbilansowane, no i co najważniejsze są niebanalne i niepopularne, co dodatkowo może motywować osoby, które są znudzone codziennym schabowym do własnych eksperymentów w kuchni.

Na samym początku książki znajduje się krótka lista sprzętu kuchennego, jak i składników dzięki którym będziemy mogli przygotowywać pyszne dania w bardzo szybkim czasie. Oczywiście ie trzeba się sztywnie trzymać tej rozpiski, ale po jej przejrzeniu stwierdziłem, że moja kuchnia jest prawie tak zaopatrzona, jak podana na tej liście. 

Jeszcze nie udało mi się zebrać w sobie i ugotować jakieś boskie danie, z któregoś z przepisów zawartych w 15 minutach w kuchni, ale jestem pewien, że przygotowywane potrawy będę szybkie i smaczne, a przede wszystkim zdrowe. Utwierdza mnie w tym zdaniu, przygotowana przeze mnie rolada lodowa, która jest z przepisu Jamiego, a która w przygotowaniu okazała się prostsza jak wcześniej sądziłem, że mogła by być.

Rolada lodowa ? la salceson

W zeszłym tygodniu obchodziłem urodziny i co się z tym wiąże organizowałem małe rodzinne przyjęcie. Ja jak to ja, postanowiłem ubiec ciasta, których jeszcze wcześniej nie robiłem. Jednym z nich była rolada lodowa, nazwana przez moją rodzinę salcesonem, bo początkowo każdy myślał, że podaje im na deser salceson.

Przepis na tą roladę zaczerpnąłem od Jamie’go Olivier’a z jednego z jego programów, podczas którego chyba jeździł po Wielkiej Brytanii. Szczerze mówiąc program ten obejrzałem dawno temu i miałem tylko krótką listę składników, zapisaną szybkim i niestarannym pismem, cały sposób przygotowania rolady wziąłem z pamięci. 
Do przygotowania rolady, potrzeba:
3 jajka
75 g mąki
100 g cukru pudru
1 lub 2 łyżki kakao
lody waniliowe oraz czekoladowe (ja użyłem Algidy Śmietankowo-Czekoladowej, bo w moim sklepie nie znalazłem nic innego)
słoik dżemu truskawkowego
1 batonik (ja użyłem Liona) 
ponadto:
blaszkę z piekarnika
2 arkusze pergaminu posmarowane masłem
mikser
Najpierw miksujemy jajka z cukrem, następnie dodajemy porcjami przesianą mąkę. W tym samym czasie nastawiamy piekarnik na 180C. Na blaszce z piekarnika wykładamy pergamin posmarowaną stroną do góry i nakładamy połowę ciasta, robiąc luźne kleksy. Do pozostałego ciasta dodajemy kakao, miksujemy i dodajemy na blaszkę, mieszając łyżką z wcześniej dodanym ciastem, tworząc maziaje o wyglądzie przypominającym marmur. Ciasto pieczemy przez 15 minut.
Po upieczeniu, od razu, kładziemy na ciasto drugi arkusz pergaminu, tym razem posmarowaną stroną do dołu, jakoby zamykając biszkopt w dwóch warstwach pergaminu i zwijamy w walec na około 30 min. Po tym czasie rozwijamy go i usuwamy jeden z pergaminów (wewnętrzny). Najpierw na biszkopcie rozsmarowujemy dżem, potem lody, a na końcu posypujemy kruszonym batonikiem. Wówczas pozostaje nam jedynie zrolować ciasto i lekko je dognieść oraz włożyć je do zamrażalnika na 2 lub trzy godziny przed podaniem.
Warto wspomnieć, że dwie piętki nie będą się zbyt ładnie prezentować, więc polecam ich odcięcie przed podaniem gościom tej rolady. Na moich gościach zrobiła naprawdę ogromne wrażenie i każdy upominał się o dokładkę, bo kto przecież nie lubi lodów w połączeniu z truskawkami i biszkoptem?

Tarta z owoców letnich

Ostatnio przekonałem się do tart, zresztą jeśli już jakiś czas obserwujecie mojego bloga możecie się o tym doskonale przekonać. Nie sądziłem, że jest to takie proste, a w dodatku można się obejść bez typowej formy, no i co najważniejsze mnogość sposobów na przygotowanie tego sympatycznego ciasta jest w zasadzie nieograniczona. Tym razem przygotowałem ją z owoców, które nieodłącznie kojarzą mi się z latem.

Przepis na tę tartę jest w dalszym ciągu niezmienny i możecie go znaleźć TUTAJ z tą różnicą, że tym razem dodałem do ciasta odrobinę cynamonu, co dodało mu ciekawego smaku, szczególnie w połączeniu z jabłkiem.
Owoce, jakie najbardziej kojarzą mi się z latem to oczywiście jabłka, śliwki węgierki i rabarbar. Jeśli dwoje pierwszych może się kojarzyć z późnym latem, to rabarbar jest dla mnie kwintesencją wczesnego lata. 
Przed wstawieniem do pieca, naprawdę w ostatnim momencie postanowiłem, że posypię wszystko kruszonką.
Po upieczeniu prezentowała się naprawdę apetycznie, aż żal było kroić 😉

Wakacyjne zdobycze kulinarne

W ostatnim poście pisałem Wam (TUTAJ), że cały miniony tydzień spędziłem w dalekiej Tunezji. Z racji tego, że był to wyjazd tylko (lub aż) tygodniowy nie brałem udziału w żadnej wycieczce, za to większość czasu spędziłem na błogim plażowaniu no i oczywiście na zakupach, a jak na mnie przystało były to głównie zakupy kulinarne 😉

Tak jak widać na zdjęciu wyżej kupiłem sobie garnek na tażin, tak charakterystyczne dla kuchni arabskiej. Kiedy dowiedziałem się, że na 100% jadę na wakacje do Tunezji wiedziałem, żę bez niego nie wrócę. Już sobie wyobrażam potrawy przygotowywane w tym całkiem schludnie i stylowo wyglądającym garnku.
Oprócz garnka kupiłem mnóstwo przypraw. Oczywiście bazar okazał się miejscem, które mnie nie zawiodło. Na wagę kupiłem sporo gałki muszkatołowej, anyżku, cynamonu i kardamonu. Teraz moja przyprawa korzenna będzie naprawdę aromatyczna. 
Do tego kupiłem sporo przypraw w paczkach, takich jak rozmaryn liście laurowe, szafran, kmin włoski, które są charakterystyczne dla regionalnej kuchni. 
Oczywiście nie mogłem się powstrzymać przed zakupem litra oliwy, chciałem kupić początkowo 3 litrowy baniaczek, ale obawiałem się, że nie zmieści mi się do torby. 
Odwiedzając pobliski market również zrobiłem małe zakupy w postaci naturalnych aromatów: waniliowego, różanego i kwiatu pomarańczy.
Oraz fenomenalnie pachnących kostek rosołowych z baraniny i krewetek 😉
Był to mój pierwszy tak świadomy kulinarnie wyjazd wakacyjny i uważam go za udany. Teraz już wiem, że zawsze odwiedzając dalekie kraje najpierw skieruję się do sklepu spożywczego a nie straganu z pamiątkami wątpliwej jakości z napisem Made in China.

Tzatziki – czyli orzeźwienie prosto z greckiego lądu

Sam nie wiem, kiedy zacząłem przygotowywać ten dodatek do obiadu, bo traktuję tzatziki jako sałatkę, choć równie dobrze mogłyby być idealną przystawką. Przepis jest w pełni mojego autorstwa, przyznaję że może nie jest on w 100% greckim przepisem, bo tzatziki przygotowuje intuicyjnie i dodaje takie składniki, jakich według mnie nie mogłoby zabraknąć w nich.

Do przygotowania tzatzików potrzeba:
około 5 ogórków gruntowych
pęczek koperku
listki z kilku gałązek mięty
ząbek czosnku
1 duży jogurt typu greckiego
odrobina soku z cytryny
szczypta soli do smaku
Jednym z elementów ( bo jest ich naprawdę sporo), który odróżnia tzatziki od klasycznej mizerii to sposób przygotowania ogórków. W tym przypadku ściera je się na grubym tarle, co nadaje im charakterystyczną konsystencję.
Tak utarte ogórki należ posolić i pozostawić na chwilę, a następnie odlać wodę, która z nich wyjdzie. Następnie idzie już dosyć szybko: dodajemy pokrojony koperek (bez grubych łodyżek z dołu), drobno poszatkowaną miętę, zgnieciony czosnek oraz jogurt. Całość doprawiamy do smaku sokiem z cytryny, który podkreśli smak całości.
Nie wiem, jak u Was ale u mnie tzatziki trochę wyparły mizerię, która jedzona już od wielu lat trochę mi się przejadła. Tak jak już wcześniej napisałem jest to idealny dodatek do mięs, czy ryb, u mnie stały się już nieodłączne podczas grillowania, a ostatnio przeczytałem (TUTAJ), że mogą też być ciekawą i lekką propozycją na kolację. 

Makaron pappardelle. Włoskie smaki na talerzu.

Ostatnio pisałem Wam o moich inspiracjach kulinarno – muzycznych (o których możecie przeczytać TUTAJ) i podałem Wam mój przepis na prawdziwy sos boloński. Teraz pozostał jeszcze przepis na makaron, który przy okazji przygotowywania tego dania robiłem am po praz pierwszy.

Póki nie spróbowałem przygotowywania makaronu samemu, myślałem że jest to bardzo pracochłonne i wymaga sporo czasu. Oszem trzeba się trochę narobić podczas wałkowania makaronu, ale po za tym nie ma żadnej filozofii w przygotowywaniu domowego makaronu. 
Składniki na taki makaron są tylko dwa: mąka i jaja. Na każde 100 g mąki potrzebne jest jedno jajko. Ot tyle!
Na samym początku w  kopczyku z mąki robimy mały otwór na jajka i mieszamy, a następie zagniatamy ciasto na makaron. Gotową kulę odstawiamy na pół godziny.
Kolejnym krokiem, dzielącym nas od delektowania się własnoręcznie przygotowanym makaronem jest rozwałkowanie ciasta. Ja chciałem, aby pappardelle było dosyć długie, to i wyszedł mi sporych rozmiarów placek.
Aby krojenie było prostsze rozwałkowany placek, wcześniej delikatnie oprószony mąką, zwinąłem na rulon. Całość kroimy na około centymetrowe paski, rozwijamy i rozkładamy na talerzach obsypanych polentą (ja użyłem zmielonego kuskusu) na około 20 minut. 
Podeschnięty makaron gotujemy w osolonej wodzie dosyć krótko, aby uzyskać idealny makaron al dente wystarczą około 2 minuty. Szczerze mówiąc nigdy nie gotuję makaronu z zegarkiem lub co gorsza stoperem! zawsze staram się co jakiś czas kontrolować próbując fragmentami, co też Wam polecam 😉