Warsztaty kulinarne z Russell Hobbs Illumina Colour Control – vol. 3

Dziś minął równy miesiąc od moich warsztatów kulinarnych Russell Hobbs, o których już dwukrotnie pisałem. Tę część relacji miałem zamieścić już wcześniej, ale niestety sesja letnia pochłonęła mnie bez reszty, na szczęście już mam wakacje.

Tak jak już wcześniej wspominałem (vol.1 i vol.2) warsztaty te mnie dużo nauczyły jeśli chodzi o gotowanie, ale również były ciekawe z pozycji chemika, którym przecież jestem. Takim małych chemicznym akcentem dla mnie było obejrzenie tytanowych ostrzy i przekonanie się, że ten metal ma kolor zbliżony do złotego. Jak widać zawsze jest dobra pora na naukę.

Oprócz nauki gotowania nowych potraw mogłem posmakować różnych smaków. Bardzo przypadł mi do gustu chłodnik z botwinki, który z pewnością przy zbliżających się upałach letnich przygotuję.
Inną potrawę jaką próbowałem była zupa – krem ze słodkich ziemniaków i pomarańczy o bardzo ciekawym smaku. Moim zdaniem idealna na deszczowe dni.

Czymś co bardzo mnie zdziwiło, było pesto z liści rzodkiewki. Sam kiedyś słyszałem o zupie z jej liści, ale o pesto nigdy. Ogólnie rzecz biorąc, nie było złe, ale były również inne dania, które bardziej przypadły mi do gustu.

Do gustu na pewno przypadły mi koktajle, które są jak dla mnie idealnym śniadaniem w upalne poranki. Idealnym do przygotowywania takich koktajli wydaje mi się zaprezentowany poręczny blender z butelkami MIX & GO, ale póki co pozostaje on w gronie moich marzeń, kto wie może na urodziny taki ktoś mi sprezentuje ;P

Za zakończenie to co każdy bloger (i chyba każdy człowiek) kocha najbardziej, czyli gifty. Dzięki nim wreszcie dorobiłem się formy silikonowej na ciasto, o zakupie której już od dawna myślałem.

Podsumowując jestem bardzo zadowolony z tego, że mogłem uczestniczyć w takich warsztatach. Nie tylko poznałem nowe smaki i przepisy, ale również mogłem popracować na bardzo dobrym, ciekawie wyglądającym i nowoczesnym sprzęcie. Mimo, że warsztaty odbywały się w Warszawie, do której nie mam zbyt blisko i w której byłem dopiero drugi raz nie żałuję, że się zdecydowałem pojechać.

Trawnikowe kwadraty

Już dawno nie pisałem o swoim ogrodzie, a dzisiaj jest do tego idealna okazja, bo przecież dziś jest pierwszy dzień astronomicznego lata, tak przez mnie wyczekiwanego i chyba nie tylko przez mnie. Chciałbym Was dziś pokazać prosty sposób jak można się choć trochę odwdzięczyć naturze…

 

Otóż ostatnio większość mojego czasu zajmuje nauka, bo jak wiadomo jestem studentem, a sesja w rozkwicie. Niestety na ogród czasu nie mam wcale. Po ostatnim egzaminie postanowiłem w końcu skosić trawnik, po miesiącu! Możecie sobie wyobrazić jak wyglądał… Jeszcze trochę i trawa była by po kolana, powstała taka mała łąka w środku miasta.
Jak widać na powyższym zdjęciu, trawnik bardzo zarósł. Jednak, po zrobieniu takiej ścieżki coś mnie tknęło, żeby zostawić część wysokiej trawy, bo może będzie to nawet nieźle wyglądało.
Zostawiłem kilka kwadratów z wysoką trawą, ale nie tylko ze względów estetycznych. Kiedy tak kosiłem i kosiłem zauważyłem, że w tej wysokiej i nie pasującej na naszego ludzkiego, idealnego świata trawie toczy się całkiem gwarne życie. Nie mówię tutaj tylko o pszczołach licznie gromadzących pyłek, ale również o ogromnych ćmach drzemiących w cieniu trawy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy znalazłem ćmę wielkości swojego kciuka. Stwierdziłem, że pozostawię kilka kęp, dla tych mniejszych lokatorów mojego ogrodu. 
 
 
Jak widać nie zatrzymałem się tylko na jednym kwadracie, zobaczę może z czasem ewoluują one w małe kwieciste rabaty, na razie pozostają takie jakie są, pełne małego, gwarnego życia. Ja tymczasem powracam do nauki, ale nie mogę się już doczekać, aż sesja się skończy i będę mógł więcej czasu spędzić w ogrodzie i trochę go dopieścić 😉 

Life is a Cabaret…

Jak wiadomo fascynuję się muzyką i czasami z początku XX wieku. Ostatnio w końcu znalazłem chwilę wolnego czasu pomiędzy egzaminami i obejrzałem film pt. Kabaret. Już nie raz przebijały mi się obrazy z tego filmu, ale nigdy nie miałem okazji obejrzeć go w całości. Obejrzałem i się zakochałem.
 

 
Nie będę tutaj streszczał tego filmu, bo pewnie spora część osób go zna, a tym którzy go jeszcze nie widzieli gorąco polecam. Ja za to zaraz po obejrzeniu filmu zacząłem poszukiwania płyty ze ścieżką dźwiękową. Oczywiście moje poszukiwania skierowały się w stronę kolejnego winyla.
Znalazłem, zamówiłem i czekałem. Dziś rano miałem miłą niespodziankę, ponieważ płyta dotarła. Cały dzień jej słucham i wcale mi się nie nudzi. Za to Was zapraszam do odsłuchania jednej z moich ulubionych piosenek z tej płyty. Jest to tytułowa piosenka pt. Cabaret. Zapraszam do wysłuchania:
Za każdym razem, kiedy słucham tej piosenki przenoszę się myślami do dawnych kabaretów, kabaretów w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Szkoda, że dzisiaj już takich miejsc nie ma za wiele lub wcale.

Warsztaty kulinarne z Russell Hobbs Illumina Colour Control – vol. 2

Tak jak pisałem w poprzednim tygodniu ostatnio udało mi się wziąć udział w warsztatach kulinarnych marki Russell Hobbs, gdzie została zaprezentowana najnowsza linia Illumia Colour Control, która bardzo przypadła mi do gustu.
 

Na warsztatach, jak już wcześniej pisałem nauczyłem się wiele, ale również posmakowałem wiele. Świetne doświadczenia poznać tyle smaków, o których bym w domowym zaciszu nawet nie pomyślał. 
Ja brałem udział w przygotowaniu hummusu, który na drugi dzień po powrocie z warsztatów przygotowałem (przepis możecie znaleźć TUTAJ). Danie to przypadło zarówno do mojego gustu, jaki i moich znajomych, których nim uraczyłem.
 
Teraz zapraszam na małą fotorelację z tych kolorowych i kulinarnych warsztatów, ponieważ już dość się rozpisałem. 

Na zakończenie chciałbym jeszcze wspomnieć o deserze, jaki miałem okazję próbować, a który zapadł mi szczególnie w pamięci. Jest to zapiekany kogel-mogel z owocami wiosennymi. Początkowo byłem nieufny do tego rodzaju deseru, bo jeszcze nigdy (wiem zabrzmi to dziwnie) nie jadłem kogla-mogla, a do tego zapiekanego. Pyszności! Z pewnością niebawem na blogu pojawi się ten niezwykły deser.

Pavlova – czerwcowy przysmak

Jak już można dokładnie stwierdzić, nawet nie patrząc w kalendarz, nastał już nam na dobre czerwiec. Truskawkowy biznes się rozkręcił,  na każdym rogu każdy oferuje nam koszyczek truskawek, w ogrodach dumne i strojne piwonie, słońce coraz mocniej grzeje. Jest to okres, kiedy zazwyczaj przygotowuję Pavlovą, czyli bezowy tort z owocami.

 

Ostatnio z okazji grillo-domówki dla znajomych przygotowałem właśnie ten cudny deser. Nie użyłem jedynie truskawek, dodałem też garść pestek granatu, co nadało Pavolvej elegantszego wyglądu i ciekawszego smaku. Niestety swój przepis gdzieś zapodziałem, ale na szczęście  mogłem skorzystać z przepisu od mojej serdecznej znajomej z bloga Moim zdaniem.be, poznanej na BloSilesii (TUTAJ możecie znaleźć oryginalny przepis).
Do przygotowania potrzeba:
6 białek
300 g cukru (ja dałem pół na pół kryształ i puder)
szczyptę soli
1 płaską łyżkę mąki ziemniaczanej
1 łyżeczkę octu winnego (nie posiadałem i dałem zwykły i też wyszło dobrze)
400 ml (2 kubki) śmietany kremówki
nieobowiązkowo żelatyna lub dodatek do ubijania śmietany
Na samym początku, należy na blasze od piekarnika rozłożyć papier do pieczenia, a następnie odrysować okrągły kształt, ja do tego użyłem okrągłej, normalnej tortownicy. Następnie należy włączyć piekarnik i nastawić 180 stopni. 
Kiedy piekarnik się nagrzewa należy ubić białka z odrobina soli na sztywną pianę, a następnie dodawać porcjami cukier. Na samym końcu należy dodać mąkę i ocet. Masę na bezę następnie należy wyłożyć na papier do pieczenia i piec w 180 stopniach przez 5 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec tak, około godzinę. Warto wspomnieć, że jeśli zauważmy, iż beza się przypieka należy zmniejszyć temperaturę lub zakończyć pieczenie.
Po upieczeniu bezy należy ją jeszcze na około pół godziny pozostawić w piekarniku, w przeciwnym razie może bardzo opaść i nie będzie się wówczas ładnie prezentować. Kiedy beza stygnie należ zająć się przygotowaniem śmietany, którą należy obić na sztywno, jeżeli mimo długiego ubijania nie udaje się uzyskać odpowiedniej konsystencji można dodać odrobinę żelatyny, lub gotowego dodatku do ubijania śmietany.
Kiedy beza ostygnie, należy umieścić na niej śmietanę, a następnie dodać owoce, które mogą się zmieniać w zależności od pory roku, kiedy Pavlova jest przygotowywana. Jak można zauważyć ciasto jest stosunkowo proste w przygotowaniu, a efekt na gościach robi oszałamiający. 

Exodus – Katarzyna Bovery

W tym tygodniu, publikując kolejną piosenkę z mojej płytoteki, będę trochę monotematyczny, ponieważ będzie to kolejny utwór w wykonaniu Katarzyny Bovery.

Już nie raz wspominałem o tej piosenkarce, która obdarzona niezwykłym głosem, śpiewała tylko kilka lat, na szczęście odnalazłem kiedyś kilka płyt z zapisem tego bajecznego głosu, pochodzących prosto z lat 60′ i 70′
 
Wybrałem tą piosenkę na dzisiejszy dzień, ponieważ moim zdaniem taki patetyczny utwór idealnie nadaje się na ponury dzień, jaki dzisiaj zaserwowała nam pogoda. Zapraszam do wysłuchania:
 
Inne wersje znalezione na YouTube:
Edith Piaf
Andy Williams
 
Pat Boone

Hummus z macą

Po ostatnich doświadczeniach i naukach kulinarnych, jakie miałem przyjemność zdobyć w Warszawie na warsztatach Russell Hobbs (znajdziecie więcej TUTAJ) do mojej książki kucharskiej wszedł kolejny przepis na danie, którym można zaskoczyć gości, bo nie tylko smakuje ciekawie, ale i prezentuje się świetnie.
 

Tym daniem jest hummus, czyli doprawiona pastą sezamową, cytryną, czosnkiem, oliwą i kminem rzymskim pasta z ciecierzycy, która smakuje bardzo orientalnie i według mnie świetnie komponuje się z macą, czyli odmianą pieczywa bez drożdży, czy zakwasu.

 
 Do przygotowania hummusu potrzeba:
ok. 200 g. cieciorki
  sok z 2 cytryn
5-6 ząbków czosnku
oliwę z oliwek
kilka łyżek tahini, czyli pasty sezamowej
sól do smaku
szczypta kminu rzymskiego 
 Na warsztatach korzystałem z gotowej past, ale niestety w mojej okolicy nie znalazłem podobnej i sam ją przygotowałem. Sądzę nawet, że lepiej samemu przygotować wszystkie składniki, przynajmniej wie się wówczas, że nie ma w nich niepotrzebnej chemii.
 
Kluczowym etapem w przygotowaniu hummusu, jest przygotowanie cieciorki. Należy ją najpierw moczyć przez 10 – 12 godzin (najlepiej zostawić w wodzie na całą noc). Później należy ją gotować przez 1,5 godziny, aż zmięknie. Warto wspomnieć, że wody na ciecierzycę nie solimy. Po ugotowaniu należy odcedzić cieciorkę, pamiętając, aby wody nie wylewać, tylko pozostawić, ponieważ przyda się ona w momencie, kiedy hummus będzie za gęsty.
Kiedy cieciorka jest już gotowa należy ją zmielić (zblędować) wraz ze wszystkimi składnikami, niestety nie jestem w stanie podać idealnie ile czego należy dodać. Wszystko zależy od naszego podniebienia, czy wolimy bardziej słone, czosnkowe, czy sezamowe. Niestety mój hummus nie był tak idealny, jak ten z warsztatów, ponieważ mój blender nie ma takich zdolności, jak blender ręczny Russell Hobbs z serii Illumia, ale i tak w smaku był odpowiedni.
Na sam koniec, kiedy podajemy hummus należy przygotować coś w rodzaju polewy, a mianowicie łyżkę tahini rozrabiamy z wodą, sokiem z cytryny, ząbkiem czosnku i solą. Można również polać odrobiną oliwy z oliwek i posypać mielonym kminem rzymskim lub papryką w proszku.