O tym jak się dowiedziałem, że wygląd się (jednak) liczy – lutowe spotkanie BloSilesia

We wtorek byłem na kolejnym spotkaniu BloSilesia, czyli inicjatywy skupiającej blogerów z mojego województwa. Było to już kolejne spotkanie, na którym miałem przyjemność być. Od razu chcę nadmienić, że tak jak na poprzednim wiele się nauczyłem i dużo dało mi ono do myślenia w moim świadomym blogowaniu.

Tym razem spotkanie odbyło się w Klubie Kulturalnym Klawiatura w Katowicach, tradycyjnie o 18:00
Hasłem przewodnim spotkania był wygląd, który się (jednak) liczy. Tak, jak na poprzednim spotkaniu były przygotowane cztery prezentacje, przygotowane przez blogerów:
1. Pierwsza przez Krzyśka Humeniuka z bloga Więcej Luzu, który mówił o tym, że czasem warto odmienić wygląd bloga, aby stał się on bardziej atrakcyjny dla odbiorców, a zarazem bardziej przejrzysty i funkcjonalny. 
2. Druga przez Tomasza Adamskiego z vloga Bez Imprimatur, który dzielił się z nami swoją wiedzą na temat prowadzenia vloga. Dla osób zainteresowanych właśnie takim typem aktywności pewnie ta prezentacja była kopalnią wiedzy, ja nie mam w planach prowadzenie vloga, choć może, kiedyś w odległej przyszłości.
3. Trzecia prezentacja należała do Basi Chronowskiej, autorki bloga Słoneczny Balkon i tu muszę przyznać, że ta prezentacja najbardziej mi się podobała. Basia mówiła o świadomym blogowaniu, czyli o tym wszystkim, czego się jeszcze nadal uczę, ale dzięki tej prezentacji mogłem jeszcze bardziej zrozumieć pewne rzeczy.
4. Czwarta została przygotowana przez Marcina Nowaka z bloga Gdzie wyjechać, który przedstawił w ciekawy sposób Polską blogosferę podróżniczą.
Oczywiście podobnie jak na poprzednim spotkaniu pomiędzy prezentacjami była mała przerwa, dzięki której można było się spotkać z blogowymi znajomymi oraz również poznać się z nowymi. A na zakończenie spotkania w ramach Hyde Parku kilka osób mogło się zaprezentować oraz przedstawić swoje blogi.
Było to drugie takie spotkanie na jakim w ogóle byłem i muszę przyznać, że było dla mnie bardzo inspirujące i do tego mogłem dowiedzieć się kilku bardzo ciekawych rzeczy. Dodatkowym plusem tego spotkania było to, że mogłem się osobiście spotkać z osobami, których blogi śledzę na co dzień i które są dla mnie wzorami.

Sałatka z tortellini

Dzisiaj chciałbym przedstawić sałatkę, która na naszym domowym stole gości nieprzerwanie od prawie dziesięciu lat. Nie wymaga ona wielu składników, a jest idealna na wszelkiego rodzaju przyjęcia, a nawet jako jeden z posiłków w ciągu dnia – u mnie czasami stanowi drugie śniadanie na uczelnię.

Do przygotowania będziemy potrzebować:
1 paczkę makaronu tortellini z mięsem (może też być z szynką)
1 długiego ogórka szklarnianego
białą część pora
3 łyżki majonezu
pieprz
Ja tym razem po raz pierwszy użyłem tortellini kolorowego, dzięki czemu sałatka nabrała ciekawych kolorów, co nadało jej jeszcze smaczniejszy wygląd. Niestety jeszcze nie dorosłem do tego żeby samemu przygotować taki makaron i dodać go do sałatki, ale może kiedyś się na to skuszę, pewnie sałatka była by jeszcze zdrowsza.
Przygotowując sałatkę najpierw gotujemy makaron, zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ugotowane tortellini odstawiamy, aby ostygło.
Następnie kroimy pora, tym razem pokroiłem go w krążki, nie tak jak do wczorajszej surówki, którą możecie znaleźć TUTAJ oraz sparzamy i pozostawiamy też do ostygnięcia.
W kolejnym kroku przygotowania sałatki przekrawamy umytego ogórka na połowę, a następnie na cztery części, z których usuwamy część miąższu z nasionami. Później jeszcze każdy kawałek przekrawamy wzdłuż i kroimy w kostkę. 
UWAGA
Do sałatki dodajemy część ogórka ze skórką, a nie wycięty miąższ, dlatego apeluje o dokładne umycie warzywa, bo nie wiadomo czym był pryskany i przez jakie ręce przeszedł. Ja się całkiem niedawno strułem nieumytą mandarynką, więc teraz dmucham na zimne i Wam też to polecam.
Teraz wystarczy wymieszać wszystkie przygotowane składniki oraz dodać majonez i pierz. Sałatka jest już gotowa, a w całym domu unosi się przyjemny zapach przyjęcia.
W tym momencie chciałbym też wspomnieć, że przedstawiony przepis na sałatkę jest też zgłoszeniem się do konkursu rocznicowego bloga PROSTE POTRAWY.

Surówka z marchewki, pora, jabłka i majonezu

Przepis na tą zaskakująco prostą i bardzo szybką w przygotowaniu surówkę jest w naszej rodzinie już od dawna. Nie wiadomo dlaczego został zapomniany na dobre kilka lat, ale na szczęście zakamarki pamięci czasami podsuwają nam dobre i sprawdzone pomysły. Taka jest właśnie ta surówka – smaczna, prosta i nie wymagająca zbyt dużych zdolności kulinarnych.

Do przygotowania potrzeba:
4 małe marchewki (mogą być dwie większe)
1 jabłko
biała część pora

1 łyżka majonezu
sól do smaku

Przygotowanie jest tak jak już wspominałem niezwykle proste. Wystarczy obrać marchewki i jabłko, a następnie zetrzeć je na małym tarle. Pora można pokroić na dwa sposoby: klasyczne krążki lub wyglądające orientalnie słupki. Pokrojonego pora należy sparzyć wrzątkiem na durszlaku, co nadaje mu piękny soczyście zielony kolor.

Teraz pozostaje tylko dodane łyżki majonezu oraz pieprzu, tego ostatniego oczywiście według własnego uznania. 

Przy okazji tego przepisu chciałbym wspomnieć, że wszystkie składniki warzywne są idealne na tą zimowo – wiosenną porę roku, bo na przedwiośniu nigdy witamin za mało. Tak jak już kiedyś wspomniałem, wiele swoich inspiracji jedzeniowo – życiowych czerpię z książki Julity Bator – Zamień chemię na jedzenie, o której możecie przeczytać TUTAJ 

Hanka Ordonówna – Na pierwszy znak

Dzisiaj był cudny, ale jednocześnie dziwny dzień. Rano późniejsza pobudka, bo nie miałem zajęć – za oknem mglisto i ponuro, lekkie zakwasy po pierwszym lekkim bieganiu. Nic mi się nie chciało. Nim jednak się rozbudziłem ostateczne wyszło piękne i wiosenne słońce i pozostało do końca dnia, nastrajając mnie pozytywnie. Efektem tego jest właśnie ta dzisiejsza piosenka Hanki Ordonówny – Na pierwszy znak która niezwykle pozytywnie na mnie działa i jeszcze bardziej wprowadza i przyjemny nastrój.

Piosenka ta powstała 1933 roku do filmu pt. Szpieg w masce, dzięki któremu Ordonka zyskała swoją ogromną sławę. Muzykę do niej skomponował Henryk Wars – czołowy Polski kompozytor czasów przedwojennych, a słowa napisał Julian Tuwim, pod pseudonimem Olden.
Moje nagranie niestety nie pochodzi z oryginalnej płyty z lat 30′ tylko ze składanki rekonstrukcji piosenek tej artystki z lat przedwojennych. Oczywiście jest to moim ogromnym marzeniem mieć w swojej kolekcji szelaka z tamtych czasów z wykonaniem jakiegoś Polskiego artysty, a w szczególności Ordonki, ale jest to chyba marzenie nie do spełnienia. Choć, jak to życie bywa przewrotne i może kiedyś będę miał szczęście choć usłyszeć odtwarzanie takiej płyty.
Zapraszam do wysłuchania:
Inne wersje znalezione na YouTube:


Robert Janowski
Edyta Górniak i Radosław Krzyżowski
Gaba Kulka
Hanna Banaszak


i na sam koniec najlepsza śmietanka, czyli oryginalne wykonanie Ordonki z filmu Szpieg w masce
Mam zadzieję, że spodobała się Wam ta, jaki wiele osób mogło by powiedzieć przestarzała i stara piosenka, choć według mnie w ogóle się ona nie postarzała. 
Również chciałbym Was w tym poście zaprosić do polubienia mojego fanpage’u na Facebooku klikając na rozwijający się link po lewej stronie lub wpisując nazwę Kokornus w wyszukiwarce (googlowsiej, jaki i facebookowej). 
Często zdarza mi się tam publikować muzykę, którą w danym momencie słucham albo jaka wpadła mi właśnie w ucho. A jak dobrze wiece nie należę do ludzi, słuchających wyłącznie tego co stacja radiowa podaje na tacy i czasami możecie usłyszeć coś o czy nie mieliście pojęcia. 
Zatem zapraszam do polubienia. 

Pizza ze szpinakiem

Jak już pewnie dobrze wiecie kuchnia Włoska jest mi bardzo bliska i już nie raz prezentowałem tutaj przepis na dania z jej repertuaru. Tym razem też się pokuszę o przepis Włoski, jednak z racji użytych składników nie jest on w 100% związany z tą kuchnią.

Pizza szpinakowa, bo to ją ostatnio przygotowałem jest tym daniem, które nawiązuję do kuchni Włoskiej. Przepis na ciasto jest taki sam, jak już kiedyś tutaj zamieszczałem. Niestety tym razem z racji pośpiechu, ciasto mi nie wyrosło do końca, bo nie dałem mu na to szans, ale i tak było bardzo smaczne.
Na farsz do pizzy potrzeba:
1 opakowanie mrożonego szpinaku
1 średnią cebulę
2 ząbki czosnku
1 pierś z kurczaka
1 kostkę sera typu feta
trochę sera Grana Padano (niekoniecznie)
oliwa z oliwek
Farsz przygotowujemy na patelni i głębokim rondlu. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmażamy, wcześniej pokrojoną w drobną kostkę pierś z kurczaka, solenie nie jest wymagana. Kiedy kurczak będzie już gotowy to ściągamy patelnię z ognia. 
W rondlu na oliwie podsmażamy, pokrojoną w kostkę cebulę, a następnie dodajemy szpinak i smażymy, aż brykieciarki się rozpadną i całość będzie ciepła. Następnie dodajemy posiekany czosnek i jeszcze przez 2-3 minuty podsmażamy całość, a następnie ściągamy z ognia.
Ostatnim etapem przygotowania jest wkruszenie kostki sera do szpinaku i dodanie kurczaka oraz dokładne wymieszanie wszystkich składników. Jak wcześniej pisałem farsz nie wymaga dosalania, ze względu na dodawany ser, który jest już sam z siebie dosyć słony i dodatek soli mógłby sprawić, że pizza była by nie do zjedzenia. Tak przygotowany farsz wykładamy na pizzę i pieczemy zgodnie z przepisem. Pizzę jeszcze przed upieczeniem można posypać startym serem Grana Padano, co dodaj jej smaku i wyrazistości.

The Seekers – The Carnival is over

Dzisiejsza piosenka, którą się z Wami dzielę pochodzi nie z płyty winylowej, ale z pocztówki dźwiękowej. Już kiedyś publikowałem jedną piosenkę z takiej pocztówki (TUTAJ). Dzisiaj podejdę jednak do tej piosenki trochę inaczej, jak zazwyczaj.

Piosenka nosi tytuł The Carnival is over i już wkrótce ten tytuł będzie bardzo na czasie z racji zbliżającego się końca karnawału. Została ona wykonana przez zespół The Seekers, ale tak jak już wcześniej wspominałem nie będę dzisiaj się skupiał na wykonawcy, czy dacie powstania piosenki. Skupię się na aspekcie rodzinnym, mojej prababci, która w mojej pamięci zawsze pozostanie z tą piosenką na ustach.
Kiedy sięgam w głąb swojej pamięci, kiedy miałem lat kilka mam przed oczami moją prababcię, starszą wyglądającą jak normalna starsza kobieta: okrągłą, z siwymi krótkimi włosami, ze sznurem bursztynów na szyi, złotymi pierścieniami z kolorowymi kamieniami na palcach, zawsze pomalowanymi na czerwono paznokciami i papierosem w lufce i śpiewającą nam zawsze tę piosenkę, jak i inne bardziej z „jej” przedwojennej młodości.
To właśnie z tym utworem kojarzy mi się ona nieodzownie i zawsze będzie się kojarzyć, mimo to że słowa które ona śpiewała nie były identyczne z oryginałem. Jestem szczęśliwym człowiekiem, że mogłem mieć taką prababcię, choć przez kilka lat młodego życia, mogłem wysłuchiwać z zaciekawieniem opowieści o pracy, życiu, czy muzyce z dawnych lat i tak mi chyba do dzisiaj zostało, że z zaciekawieniem czytam o życiu na początku XX wieku i słucham muzyki z tamtych czasów.
Nie będę już przeciągał tej prywaty, na którą już od dawna się przygotowywałem, bo moim zdaniem wydarzenia i osoby z jakimi mamy styczność na początku życia programują nas w przyszłości. A teraz zapraszam do wysłuchania tego wspomnienia zapisanego na kawałku plastiku:

Makaron z koprem włoskim

Tak jak wspominałem na moją małą rocznicę blogowania przygotowałem oprócz tiramisu (TUTAJ) makaron z koprem włoskim(TUTAJ). Obiecałem, że podzielę się przepisem na niego. A więc zapraszam do zapoznania się z nim.

Tak jak też wcześniej wspominałem przepis na to całkiem smaczne danie pochodził z książki o dumnym tytule IL GRANDE LIBRO DELLA PASTA co po Polsku oznacza WIELKA KSIĘGA MAKARONU, przynajmniej moje mierne zdolności lingwistyczne pozwalają mi na taki tłumaczenie.
Przyznaje się, że od skończenie liceum zbyt dużo nie miałem styczności z tym pięknym językiem, ale jakoś sobie poradziłem z odczytaniem przepisu.
 
Przepis oczywiście nie był do makaronu typu spaghetti, ale niestety nie miałem innego pod ręką i przygotowałem go z tym makaronem. Następnym razem się bardziej wysilę i albo sam przygotuję taki makaron, albo kupię odpowiedni.
 
Do przygotowania takiego makaronu potrzeba:
1 duży (lub 2 małe) koper włoski
1 cebulę
2 łyżki śmietany kremówki
oliwę z oliwek
sól i pieprz
makaron oczywiście
 
Przygotowanie jest niezwykle proste. Wystarczy dokładnie umyć koper, usunąć górną brodę przynajmniej, tak było napisane w książce i pokroić go w kostkę. Następnie podgotować i osolonej wodzie.
 
Jeśli chodzi o cebule to wystarczy ją tradycyjnie pokroić w kostkę i podsmażyć na oliwie. Do podsmażonej cebuli dodaje się podgotowany koper i śmietanę. W zasadzie sos jest już gotowy. Należy go jedynie wyłożyć na ugotowany makaron.
 
Aby podciągnąć smak całego dania posypałem je startym serem Grana Padano, co nadało mu intensywnego i prawdziwie Włoskiego smaku, takiego jaki pamiętam z Sycylii.
 
 

Tiramisu

Tak jak wczoraj obiecałem (TUTAJ) podaje Wam mój przepis na tiramisu. Może niektórych on trochę oburzy, ale ja do mojego tiramisu nie piekę biszkoptu, tylko kupuję gotowe biszkopciki, ponieważ kiedyś próbowałem z tradycyjnym biszkoptem i mi nie smakowało. Kto wie może kiedyś wrócę do pierwotnej koncepcji z biszkoptem, ale póki co zaopatrzam się w paczkę gotowych biszkoptów.

Zaprezentuje tutaj zdjęcia z przygotowywania, tego Włoskiego deseru, ale tylko z połowy porcji, ale przepis podam na całą porcję, wychodzi naprawdę spore.
Do przygotowania tiramisu potrzeba:
4 żółtka
pół szklanki cukru
pół szklanki białego wina
500 g serka mascarpone
400 ml śmietany 30%
2 paczki biszkoptów
2 duże kawy
1 łyżkę cukru
2 łyżki likieru (najlepiej Amaretto)
kakao
Na samym początku w metalowej misce umieszczamy żółtka, wino i cukier, którą umieszczamy na garnku z gorącą wodą. Całość ciągle mieszamy aż masa jajeczno – winna stężeje
. Kiedy będzie gotowa ściągamy ją z ognia i odstawiamy, aż lekko się schłodzi.
 Następnie ubijamy śmietanę na sztywno i mieszamy z serkiem mascarpone oraz ostudzoną masą jajeczo-winną.
Teraz pozostaje jedynie ułożenie biszkoptów, po uprzednim ich zamoczeniu na chwilę w kawie z cukrem i likierem.
 Spodnią warstwę zawsze układam ściślej, po to aby ciasto było bardziej zwarte i dało się względnie kroić i nie rozpadać się. Później biszkopty smarujemy kremem tiramisu, następnie układamy kolejną warstwę i znów smarujemy kremem.
 Kiedy już wyłożymy cały krem to wygładzamy wierz łyżką i posypujemy kakao. 
Najlepiej kiedy przygotujemy ciasto dzień wcześniej przed planowanym jedzeniem, bo wówczas kakao nasiąknie całkowicie tworząc smakowitą czekoladową warstwę
 
 

Pierwsza mała rocznica

Dzisiaj przypada pierwsza mała rocznica mojego blogowania. Dokładnie pół roku temu powstał pierwszy post. Ile to się pozmieniało, kiedy teraz oglądam moje posty z początku zauważam w nich dużo niedoskonałości, cóż chyba tak zawsze jest. Tę małą rocznicę świętowałem, tak jak lubię najbardziej po Włosku.

Z okazji właśnie tej dzisiejszej rocznicy, ale również z małego rodzinnego święta i z pierwszego dnia ferii, postanowiłem przyrządzić małą ucztę. Dzisiejszy dzień był przepełniony zapachem kawy, smakiem makaronu i dźwiękami Włoskiej muzyki.
Na obiad przygotowałem makaron z koprem włoskim i cebulą. Obawiałem się przygotowywać ten przepis, ponieważ pochodzi on z książki po Włosku, a ja odkąd skończyłem liceum nie miałem zbyt dużej styczności z tym językiem. Na szczęście dobre Google zawsze służy pomocą. 

Ale prawdziwą gwiazdą dnia było tiramisu, którego już od dawna nie robiłem, ale na szczęście w pamięci odszukałem przepis i wszyscy się nim zajadali. Przepis na tiramisu, jak i makaron podam wkrótce. Mam nadzieję, że Wam się spodobają i też zagoszczą w Waszym jadłospisie 🙂
Mógłbym teraz dużo pisać o podsumowaniu, ale nie zrobię tego, bo to dopiero pół roku, niby krótko, ale jednocześnie dużo. Pozostaje mi tylko podziękować za Waszą obecność na moim małym poletku w sieci i za wszystkie miłe słowa, które od Was dostałem. Obiecuję tylko, że będę się nadal starał serwować Wam nietuzinkowe, jak i te bardziej codzienne potrawy oraz ciekawą muzykę.

Słodko-kwaśny sos chili

Wczoraj przygotowałem pewien bardzo lubiany w moim domu sos. Zazwyczaj go kupowaliśmy i to tylko przy jakieś okazji. Ostatnio przeglądając internet natrafiłem, całkiem przypadkiem na przepis na taki właśnie sos. Oczywiście od razu wybrałem się na zakupy i owy sos zrobiłem.

   

Do przygotowania potrzeba:
1 dużą papryczkę chili
3 ząbki czosnku
3/4 szklanki cukru
100 ml octu
300 ml wody
szczyptę soli
łyżeczkę mąki ziemniaczanej
Przygotowanie nie należy do zbyt trudnych. Najpierw przekrawamy papryczkę i wykrawamy białe części ze środka, pozostawiając pestki. W tym etapie należy szczególnie pamiętać, że pracujemy z ostrą papryką i nie wolno dotykać nam zabrudzonymi rękami oczu, bo tak jak ja zaczniecie łzawić i łzawić i łzawić….
Pokrojoną papryczkę, nasiona i czosnek umieszczamy w blenderze i siekamy przez chwilę. Następnie tą aromatyczną masę przenosimy do garnka, zalewamy wodą, octem, dodajemy cukier i sól a następnie doprowadzamy do wrzenia i tak gotujemy jeszcze kilka minut. W tym czasie w osobnym naczyniu rozpuszczamy mąkę ziemniaczaną z dwiema łyżkami wody i dodajemy do sosu. Wyłączamy ogień i mieszamy, aż lekko zgęstnieję.
Tak przygotowany sos jest dla mnie idealnym dodatkiem do wszelkiego rodzaju kanapek, czy nawet do mięs, ponieważ nadaje im delikatnie orientalnego smaku. Oczywiście, jeżeli byście chcieli uzyskać bardziej słodki sos możecie dodać więcej cukru, podobnie z innymi składnikami, wszystko zależy od tego jaki bardziej lubicie smak.