Pierniczki świąteczne – czas na wypiekanie

W minioną sobotę wreszcie nastąpiło najprzyjemniejsze (no może oprócz jedzenia) w przygotowywaniu pierniczków świątecznych, o których pisałem już wcześniej (TUTAJ i TUTAJ). 

Po miesięcznym oczekiwaniu wyjąłem mój kamionkowy garnek pełen ciasta piernikowego z piwnicy. Aby takie ciasto nadawało się do dalszej obróbki należy pamiętać, że:
1. musi postać w domu (cieple) przez około godzinę
2. należy je najpierw lekko zagnieść (nie zawsze)
3. nie trzeba się przejmować podeschniętą skórką z wierzchu
Ciasto musi postać w cieple, bo w przeciwnym razie będzie straszliwie twarde i oporne podczas wałkowania. Także lekkie zagniecenie ciasta ma na celu „przywrócić je do życia” czyli nadać mu plastyczność. Etap zagniatania można pominąć, jeśli stwierdzimy, że ciast jest wystarczająco plastyczne. Jeśli chodzi o zewnętrzną skórkę, to są dwa wyjścia: można ją odciąć i wyrzucić (nie polecam) albo postarać się wyrobić razem z ciastem (polecam), wówczas powróci ona znów do „stanu używalności”. 
Kiedy już rozwałkujemy ciasto pozostanie najprzyjemniejsze, czyi wycinanie pierniczków. Bardzo lubię ten moment, gdy z początkowo wyglądającego jak fragment drewnianych mebli z połyskiem, bezkształtnego ciasta wyłaniają się foremne kształty i figury.
Pierniczki polecam piec około 15 minut w 170 stopniach Celsjusza, wówczas wychodzą idealnie miękkie i nie trzeba ich odstawiać, aby same zmiękły.
Ja z powodu ogromnej ilości ciasta (po raz pierwszy robiłem pierniczki z 2 kg mąki!) spędziłem na ich pieczeniu prawie cztery godziny i do dzisiaj mam zakwasy, ale ostatecznie stwierdzam, że było warto. Smak rekompensuje czas spędzony na pieczeniu i bóle rąk i pleców.

Dodaj komentarz