Czy ryzyko popłaca?

Czy ryzyko popłaca? Czy warto czasem wychylić czubek własnego nosa poza lichą zasłonkę przyzwoitej codzienności? Czy czasem warto się pokusić na choćby najmniejszą szaloną – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – rzeczy. Czy w dzisiejszych czasach warto marzyć o przygodach, jak z powieści dziewiętnastowiecznych twórców? Czy chodzenie po mieście z pomalowaną twarzą może odmienić życie? Na te wszystkie pytania odpowiedzieć nie potrafię. Jednak przy ostatnim mogę się zatrzymać i co nieco powiedzieć. Dlaczego? 

none

Czytaj dalej Czy ryzyko popłaca?

Kultura u źródeł

Już nie raz wspominałem tutaj, że od września dorabiam sobie w teatrze. Nie jest to bardzo odpowiedzialne stanowisko, ponieważ zajmuję się obsługa widza (czyli po prostu odbieram płaszcze gości w szatni),  aczkolwiek traktuję tą pracę jako swojego rodzaju prezent od losu, bo w końcu w teatrach rodzi się żywa sztuka i jakkolwiek rozumiana kultura. I właśnie nad tą kulturą muszę się dziś pochylić, bo po mojej ostatniej wizycie w pracy, stwierdzam, że i z teatru powoli zaczyna ją wywiewać.

Czytaj dalej Kultura u źródeł

Pasta brokułowa by allyson

Ostatnio od mojej znajomej (allyson) usłyszałem ciekawy przepis na pastę kanapkową. Oprócz tego, że jest ona bardzo prosta w przygotowaniu, dosyć zdrowa i przepyszna ma ona jeszcze jedną zaletę: pozwala na zużycie resztek z obiadu. W całkiem prosty i smaczny sposób możemy ograniczyć marnowanie jedzenia.
Pasta brokułowa
Pasta brokułowa by allyson

Do przygotowania pasty potrzeba:

ugotowany (najlepiej na parze) brokuł
pół kostki fety
garść pestek słonecznika
1 ząbek czosnku

Pasta brokułowa

Tak jak wyżej napisałem brokuł najlepiej żeby był ugotowany wcześniej na parze, bo wówczas nie trzeba go wcześniej dodatkowo dosalać podczas gotowania.

Pasta brokułowa

Pastę przygotowuje się dosłownie w 5 minut, jednak wcześniej należy przygotować brokuła i słonecznik, który trzeba uprażyć na suchej patelni i ostudzić. W blenderze najpierw należy umieścić słonecznik i czosnek, które muszą być wstępnie rozdrobnione. Później trzeba dołożyć brokuła i fetę, zblendować na gładką masę i pasta jest już gotowa.

Pasta brokułowa

Od kiedy zrobiłem tę pastę nie mogę się z nią rozstać. Czy to śniadanie, czy kolacja. Nie sądziłem, że brokuł może w takiej postaci tak dobrze smakować. Polecam każdemu!

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #22

Późną wieczorową porą zapraszam Was na kolejne Tygodniowe Inspiracje Muzyczne. Tym razem skupiłem się bardziej na muzyce z lat 20′ i 30′ Mam nadzieję, że i tym razem niektóre nuty przypadną Wam do słuchu.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne
Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #22


Numerem jeden dziś jest piosenka pochodząca z tzw. Szalonych lat dwudziestych, czyli w oryginale Roaring Twenties. Jakie może lepsze porównanie, swojej sympatii do przepysznej pianki na kawie. Ci co pijają kawę pewnie mnie zrozumieją 😉
1) Jack’s Hylton Orch.
– You’re The Cream In My Coffee –

Kolejną piosenką, jaką chcę Wam dzisiaj pokazać lub przypomnieć, jest Ain’t She Sweet. Wiążę z nią ciekawą historię. Mianowicie mam jednego winyla, który na moim gramofonie nie działał poprawnie, by był za bardzo porysowany i pierwsza piosenka odtwarzała się w strzępach. Dało się coś usłyszeć, ale nie za dużo. Kiedy byłem na spektaklu o Eugeniuszu Bodo, o którym już nie raz tutaj wspominałem jedna z piosenek wykonywanych, przez artystów gdzieś mi się kojarzyła, ale nie potrafiłem skojarzyć faktów. No i wracając do tematu gramofonu, popsuł mi się. Zostałem zmuszony przenieść się na poczciwy adapter Bambino i tu olśnienie! Ścieżka, która nie działała, tutaj odtwarza się poprawnie i prawie w całości i to właśnie ta piosenka 🙂

2) Ben Bernie Orch.
– Ain’t She Sweet –
Przy kolejnych piosenkach powracam na nasze Polskie podwórko. W kolejnych dwóch propozycjach zapraszam do wysłuchania Adama Astona. Pierwsza to całkowicie Polska produkcja, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i tekst. Druga to cover znanej pewnie każdemu piosenki z wykonania Elli Fitzgerald Chick to chick
3) Adam Aston
– Czy Pani Tańczy Rumbę – 
4) Adam Aston
– Siódme niebo –
Ostatnią już dziś piosenkę mogliście już nie raz usłyszeć na moim blogu. Nigdy jeszcze w naszym rodzimym języku. Jednak zasoby internetu się niezmierzone. 
5) Adam Wysocki
– Czy Ty Wiesz Mała Miss –

Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Moje wrażenia po przeczytaniu.

Ostatnio mogliście, czy to po muzyce wrzucanej na TIM, czy na moim Instagramie lub Facebooku zauważyć, że czytałem książkę Był jazz krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Od pierwszego momentu, kiedy ujrzałem tę książkę na półce w księgarni wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Czułem, że mnie zainteresuje. Nie pomyliłem się.


„Tak więc był jazz. Był to Polish jazz.”
Te dwa krótkie zdania idealnie ukazują sens i przekaz tej opasłej książki. Wcześniej myślałem, że jazzem można nazwać większość przedwojennych piosenek, jakie znałem dotychczas z filmów z tego pięknego okresu. Jednak tylko niektóre były prawdziwie jazzowe, jak z filmu „Piętro wyżej” czy „Pieśniarz Warszawy”. Pozostała muzyka, jak się dowiedziałem to taneczna muzyka jazzująca. Mimo, że ówczesny jazz nie był jeszcze tym takim jazzem w pełnym tego słowa znaczeniu, był. Istniał i miał się dobrze. Istniały orkiestry, które go grały i genialni muzycy jazzowi.

Knajpy, kawiarnie i dancingi 
Książka, ta to nie tylko kompendium wiedzy o raczkującym jazzie naszej pięknej Międzywojennej, ale również mały wehikuł czasu. Opisane na kartach tej cudownej książki lokale, pozwalają naprawdę odczuć ducha tamtych czasów. Czytając, da się usłyszeć jak to w kawiarniach grały małe orkiestry jazzowe lub tylko jazzujące. Naprawdę były to niezapomniane czasy.
Całość idealnie dopełniają zdjęcia tych wszystkich knajp, o jakich dzisiaj można tylko pomarzyć. Dzięki zamieszczonym przedrukom z gazet, czy ogłoszeń o dancingach można zobaczyć, jak bawili się ówcześni znani, jak i Ci bardziej przeciętni ludzie. Szczególnie budzi we mnie podziw i lekką zazdrość, że na własne oczy nie będę mógł zobaczyć Warszawskiej Adrii, gdzie był okrągły, szklany obracający się parkiet, a ciasta codziennie przylatywały z Lwowa.

Opór, który zamienił się w euforię

Na kartach tej wspaniałej książki można również przeczytać historię jazzu i jego ekspansji zarówno w Polsce, jak i w Europie. Początkowo był uważany za objaw zezwierzęcenia ludzkości i chwilową modę. Na szczęście tak nie było. Jazz stawał się coraz bardziej popularny.  Rozwijał się razem z rozwojem Polskiego Radia, które w tym roku ma swoje 90-cio lecie. W efekcie swojego rozwoju stał się synonimem lat trzydziestych.

Książka ta jest naprawdę warta przeczytania. Nie tylko ze względów historycznych, czy czysto muzycznych. Jest to, jak dla mnie arcydzieło wydawnicze. Ciekawe teksty są przeplatane wieloma zdjęciami, czy ilustracjami pochodzącymi z epoki jazzowej. Do tego każdy rozdział zaczyna się krótkim wierszem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, który idealnie pasuje do jego tematyki. Po przeczytaniu tej książki, jeszcze bardziej zafascynowałem się tamtymi czasami. Niestety również zaczynam jeszcze bardziej czuć straty, jakie wywołała wojna, gdyż zginęło wówczas mnóstwo wspaniałych ludzi, jak i duch tamtych czasów…

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #21

Po dłuższej przerwie powracam na bloga z Tygodniowymi Inspiracjami Muzycznymi. Miałem cały dzisiejszy wpis z tego cyklu poświęcić mojemu ulubionemu gatunkowi muzycznemu, czyi jazzowi. Postanowiłem postąpić tak, jak sobie założyłem w pierwszym wpisie z tej serii. Podzielę się pięcioma piosenkami, które najbardziej towarzyszyły mi przez ten długi czas mojego niebytu w blogosferze. Miłego słuchania.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #21
Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #21 

Zacznę od Domowych Melodii. Jest to, jak sama wokalistka, autorka tekstów i muzyki, pomysłodawczyni powstania Domowych Melodii Justyna „Jucho” Chowaniak projekt muzyczny, składający się z wokalistki – pianistki oraz dwóch muzyków. Wszystkie ich utwory są napisane przez wokalistkę i nagrane w warunkach domowych. Właśnie ta cała prostota i czysty, niezmącony nagrywaniem w studio muzycznym przekaz idealnie do mnie trafia. Ja polecam waszym uszom, zaledwie dwa ich utwory, które najbardziej mi się podobają. Mam nadzieję, że również w waszych domach, jak i moim zaczną brzmieć Domowe Melodie.

1) Domowe Melodie
– Tu i teraz –
2) Domowe Melodie
– Buła –

Innym utworem, który bardzo często wydobywał się z głośników mojego laptopa, tabletu, telefonu to po raz kolejny Yann Tiersen, mój ulubiony współczesny kompozytor. Kiedyś usłyszałem w radio ciekawe zdanie, że Tiersen to nie tylko Amelia, ale również całe mnóstwo innej wspaniałej muzyki. Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami i tym wszystkim, czy można się podpisać. Posłuchajcie sami!

3) Yann Tiersen
– L’homme aux Bras Ballants – 
Jednak post o muzyce, bez jazzu w moim wykonaniu nie może się obyć. Pozostałe dwie propozycje należą właśnie do tego gatunku muzycznego. Piosenkę tą usłyszałem po raz pierwszy kiedyś w Trójce, ale w wykonaniu nie Urszuli Dudzak, tylko Miki Urbaniak. Oczywiście dało się usłyszeć w tle Panią Urszulę. Natomiast sam swoim uszom nie wierzyłem słuchając po raz pierwszy tę wersję. 
4) Urszula Dudziak
– Pójdę wszędzie z tobą – 

Już ostatnia piosenka w tym wpisie należy do repertuaru osoby nazwanej Polskim Armstrongiem, czyli do Orkiestry Ady Rosnera. Był to pochodzenia rosyjskiego trębacz grający na salonach II RP, w czasach kiedy to rodził się jazz w Europie i Polsce. To, że akurat znalazłem tego genialnego muzyka, zawdzięczam lekturze książki Był Jazz Krzysztofa Karpińskiego, którą dzielnie czytam już od końca grudnia. Niebawem podzielę się z Wami moją opinią o tym obfitym tomisku pełnym informacji o jazzie II RP.

5) Ady Rosner i orkiestra
– Bei mir bist du sch?n –

Sosnowiec okiem mieszkańców. Spotkanie Sympatyków Sosnowca w mojej relacji.

Jak już dobrze mogliście zauważyć żyję, pochodzę i szczycę się tym, że jestem z Sosnowca. To miasto jest nieodłącznie związane ze mną i moimi wspomnieniami, jak również z moimi przodkami (już kiedyś wspominałem o mojej prababci, która zawsze powtarzała mi, że jest Sosnowiczanką, pomimo mieszkania w Będzinie). Tutaj skończyłem przedszkole, podstawówkę, gimnazjum, liceum i obecnie dorywczo pracuję w Teatrze Zagłębia. Dlatego, kiedy tylko usłyszałem o inicjatywie Spotkań Sympatyków Sosnowca musiałem się wybrać na takie spotkanie. Było warto!

Idąc na to spotkanie nie byłem świadom co może mnie czekać. Nigdy w podobnych inicjatywach nie uczestniczyłem. Muszę przyznać, że pozytywie się rozczarowałem. Tylu informacji o moim mieście jeszcze nigdy nie miałem okazji usłyszeć. Tyle ciekawostek i anegdot, jak na dobrym rodzinnym spotkaniu.
Źródło
Źródło
Spotkanie to było już trzecim z kolejności spotkań Sympatyków Sosnowca. O pierwszym nie miałem żadnych informacji, kiedy odbywało się drugie akurat pracowałem, tym razem udało mi się wygospodarować czas i przyjść. Spotkania odbywają się w restauracji Stacja Sosnowiec. Całkiem urokliwe miejsce muszę przyznać.
Tematem spotkania byli sławni Sosnowieccy ludzie muzyki. Główne słowa, jakie wyniosłem z tego spotkania, to że jeśli chodzi o ludzi muzyki to nie tylko Kiepura, czy Cygan, ale znacznie więcej. Właśnie jedną z tych mniej znanych szerszemu gremium jest Pan Czesław Gałka, który był obecny na spotkaniu, a jest on śpiewakiem Teatru Narodowego Opery Narodowej.
Źródło
Źródło

Bardzo barwną postacią i osobą, która moim zdaniem wniosła najwięcej do tego spotkania był Pan Janusz Osiński, Sosnowiczanin, człowiek szacownego wieku i kultury. Przedstawił on ogromną liczbę sylwetek sławnych Sosnowiczan, jak również Zagłębiaków. Do tego liczne anegdotki i ciekawe historie związane z moim miastem. 
Źródło
Ogólnie rzecz biorąc charakter spotkania był bardzo mało oficjalny, co bardzo mi odpowiadało. Takie luźne spotkanie sympatyków Sosnowca, przeplatane monologami bardziej znanych i posiadających większą wiedzę Sosnowiczan. Może zakończenie spotkania, mogła by być trochę inne, jak zakomunikowanie, że dziękuje się za tak liczne przybycie (organizatorom zabrakło krzeseł 😉 ). Na mój blogerski gust lepiej by wyglądało zaproszenie na mniej oficjalną część i wspólną rozmowę, między wszystkimi osobami. Pomimo tego uważam, że takie spotkania są GENIALNĄ inicjatywą i z pewnością już nie opuszczę żadnego następnego spotkania, bo warto. 

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #20

Trochę spóźnione, ale nadal obecne na blogu Tygodniowe Inspiracje Muzyczne. Mam nadzieję, że i tym razem przypadnie Wam do gustu moje cotygodniowa lista. W przeciwieństwie do poprzednich inspiracji w tym tygodniu również podzielę się z Wami czymś nowszym, oczywiście nie najnowszym.

Tygodniowe Inspiracje Muzyczne #20

Pierwsza piosenka weszła na tyle do kanonu śpiewanych piosenek, że przyznać muszę iż jak się dowiedziałem, ze pochodzi ona z lat 30′ byłem bardzo zaskoczony. Któż przecież nie na piosenki Ach jak przyjemnie…

1) Adam Aston
– Ach jak przyjemnie –

Nie jestem do końca pewien, czy aby na pewno ta piosenka została napisana i wykonana jeszcze w czasach II RP, ale na pewno jej wykonawca zaczynał swoją karierę w tych czasach, dlatego postanowiłem nią się z Wami podzielić.

2) Ludwik Sempoliński
– Cała przyjemność po mojej stronie –

Również tę piosenkę wykonywał Ludwik Sempoliński. Jest ona wykonywana do melodii popularnej Titiny, ale warto zwrócić uwagę na jej tekst. Właśnie to wykonanie sprawiło, że Sempoliński był na celowniku SS, ponieważ tekst jest wyśmiewaniem się z Hitlera.

3) Ludwik Sempoliński
– Wąsik, ach ten wąsik –

Kolejna piosenka w dzisiejszych TIM pochodzi z rewii z 1928 z Warszawskiego kabaretu Morskie Oko, który działał w latach 1925 – 1933. Moją uwagę na nią zwróciła wykonująca ją Orkiestra Petersburskiego i Golda, o której sporo czytam w książce Był Jazz, o której już nie raz wspominałem.

4) Władysław Ochrymowicz
– Więcej Gazu –

Ostatnia w tym zestawieniu piosenka, hmm raczej utwór muzyczny należy do Yanna Tiersena, który jest jednocześnie jego kompozytorem, jak i wykonawcą. Po raz pierwszy usłyszałem La Banquet oglądając Amelię i od razu zakochałem się w muzyce tego kompozytora, nie tylko tej z Amelii. Aczkolwiek ten utwórch należy do moich ulubionych.

5) Yann Tiersen
– La Banquet –